Thaipusam, dzień drugi

Opublikowano 29/02/2012 | Kategorie: Malezja | 16 Komentarzy

Obserwowanie człowieka, któremu właśnie przebija się policzki i język, albo wbija w skórę pleców grube haki, nie jest dla każdego. Taki obraz w naturalny sposób wzbudza obrzydzenie, strach, niechęć. Człowiek zastanawia się kim są wariaci, którzy z kamiennymi twarzami pozwalają, aby z ich ciałami robiono coś takiego…

Ci „wariaci” to pobożni Hindusi, którzy w czasie Thaipusamu postanowili odpokutować za grzechy właśnie w ten drastyczny sposób. Po okresie postu (który potrafi trwać nawet 48 dni) udają się w krótką pielgrzymkę do świątyni Nattukottai Chettiar, niosąc kavadi w tej drastycznej wersji.

Cały proces przygotowywania pokutnika do marszu trwa kilkadziesiąt minut. W tym czasie najpierw oddaje się on modlitwie, a potem spokojnie daje sobie wbijać w ciało ostre przedmioty. Towarzyszy mu rodzina, znajomi oraz tłum gapiów. Proces wbijania w plecy haków, zawieszania na skórze dziesiątek dzwoneczków i przebijania policzków jest długi i bolesny. Widać to po twarzach niektórych młodszych  pokutników – pot leje się z nich wiadrami, chwieją się na nogach, czasem w bólu krzywią usta. Dopingują ich muzykanci grający rytmiczne melodie mające wprowadzać pokutników w trans.

Gdy pokutnik jest gotowy, wraz ze swoją „świtą” rusza w kierunku świątyni Nattukottai Chettiar. To jakieś 5km od miejsca, w którym pokutnicy zbierają się rano, żeby przygotować się do marszu. Niby nie tak daleko, ale Ci, którzy wybrali pokutę w postaci haków w plecach, całą trasę idą ze skórą pleców naciągniętą do granic możliwości. To dlatego, że do haków przyczepione są liny, które ciągnie idący za pokutnikiem człowiek.

Ci z poprzebijanymi policzkami i językami nie mają wcale łatwiej. Nie są w stanie otworzyć ust, żeby się napić czy żeby coś powiedzieć. Pokutnicy obwieszeni dzwoneczkami mają bardzo ograniczone ruchy, że o ciężarze dzwoneczków nie wspomnę.

Po dotarciu do świątyni pokutnik składa ofiarę. Jego pokuta zostaje zakończona.











16 komentarzy(e) do “Thaipusam, dzień drugi”
  1. Michal Mochon via Facebook 29 lutego 2012 at 10:53 am #

    Magda, nie wiem jak dalas rade na to patrzec!

    • magda 29 lutego 2012 at 11:08 pm #

      Eeee tam :) jakos nie myslalam o tym, tylko koncentrowalam sie na robieniu zdjec :)

  2. Aga Koźmic via Facebook 29 lutego 2012 at 11:05 am #

    świetne zdjęcia!

    • magda 29 lutego 2012 at 11:09 pm #

      Dzieki :)

  3. Zaneta Zuchowska via Facebook 29 lutego 2012 at 1:02 pm #

    zdjęcia rewelacyjne! aż mnie wszystko zaczęło pobolewać, tak jakby to mnie przekuwali… to jest takie szokujące, a zarazem pełne podziwu…

    • magda 29 lutego 2012 at 11:10 pm #

      Zgadza sie. Z jednej strony szokuje i odstrasza, ale w tym samym czasie nie mozna przestac sie na to gapic.

  4. nata50 1 marca 2012 at 12:01 am #

    mam podobne zdjęcia ze Sri Lanki

    • magda 1 marca 2012 at 12:13 am #

      Sa gdzies na necie? Pokaz! :)

  5. Marta 1 marca 2012 at 9:34 pm #

    Genialne zdjęcia!

    • magda 1 marca 2012 at 11:15 pm #

      Dziękuję :)

  6. Ula 1 marca 2012 at 9:51 pm #

    Niesamowite i oczywiście mocne foty!:)

    • magda 1 marca 2012 at 11:15 pm #

      To prawda, że to niesamowity festiwal :)

  7. Ewa 1 marca 2012 at 9:52 pm #

    dziwi jedynie ze krwi nie widać, jak to możliwe? świetne zdjęcia :)

    • magda 1 marca 2012 at 11:14 pm #

      Krwi nie widać, bo krwi nie było. Ani kropli. Choć pewnio trudno w uwierzyć. Brak krwi wynika z dwóch faktów. Po pierwsze, ci którzy wbijają męczennikom w skórę te różne rzecz są w tym bardzo sprawni i wiedzą jak to robić tak, aby uniknąć krwawienia. Po drugie, męczęnnicy są w transie, który ponoć minimalizuje ból i zapobiega krwawieniu.

  8. Dorota Kubacka via Facebook 2 marca 2012 at 5:21 am #

    Niesamowite!!!

  9. ocean11 22 marca 2012 at 12:30 pm #

    Pokutnicy sa w transie – narkotyzowanym.

Zostaw komentarz

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.