Canberra, czyli miejsce, do którego nikt nie chce jeździć

W Australii spora część nazwy miejscowości wywodzi się z języków aborygeńskich. I usłyszałam kiedyś w radio jak spiker nabijał się z australijskiej stolicy mówiąc, że Canberra znaczy w języku aborygeńskim „miejsce, do którego nikt nie chce jeździć”. I trudno się z nim nie zgodzić. Bo Canberra jest po prostu nudna i nijaka.

Nie będę wypowiadać się na temat jakości życia w Canberze, bo nie mam na ten temat zielonego pojęcią, ale jeśli miałabym ocenić australijską stolicę z punktu widzenia atrakcyjności turystycznej, to Canberra wypadłaby blado. Długo myślałam na tym, która z odwiedzonych przeze mnie stolic jest mniej ekscytująca niż Canberra, ale niestety takiej nie znalazłam. Turystycznie patrząc, Canberra jest po prostu nudna jak flaki z olejem.

Tak na prawdę Canberra po aborygeńsku znaczy „miejsce spotkań”. Budowę miasta rozpoczęto w 1913 roku na podstawie projektu pewnego amerykańskiego architekta, który miał chyba ogromne zamiłowanie do cyrkla i linijki, bo patrząc na mapę stolicy ma się wrażenie, że głównie ich używał projektując miasto.

Miasto rozciąga się na całkiem sporym obszarze i poza centrum składa się głównie z szerokich, świetnej jakości dróg wiodących przez pustkowia, po których od czasu do czasu przejeżdża samochód. Przy niecałych 350tys mieszkańców ma się wrażenie, że te szerokie drogi powstały trochę na wyrost. Nie raz przy drodze trafia się kicający kangur. Kangur w stolicy 20-milinowego kraju! :)

Główną atrakcją Canberry jest nowy (oddany do użytku w 1988 roku) budynek parlamentu federalnego. Architektonicznie jest on w moim odczuciu średnio udany, ale takie wrażenie są oczywiście kwestią gustu. Tak czy siak, na pewno nie jest on wystarczająco interesujący, żeby do Canberry przyjeżdżać, szczególnie jeśli jest się w Australii na kilkutygodniowych wakacjach. Australia ma do zaoferowania całą masę fajnych miejsc, a Canberra do nich nie należy.

Stary i nowy budynek parlemantu, Canberra, Australia

Od 1972 przed budynkiem starego parlamentu stoi namiot. Ten namiot funkcjonuje pod nazwą Aboriginan Tent Embassy (Aborygeńska Ambasada w Namiocie). Nie jest oczywiście oficjalna ambasada, a raczej próba przypomnienia rządowi, że Aborygenom należą się takie same prawa jak reszcie Australijczyków. Jeśli ktoś wybierający się do Australii myśli, że być może to miejsce robi z Canberry kierunek warty fatygi to informuję, że tak nie jest. To na pewno interesująca ciekawostka, ale lepiej posiedzieć kilka dni dłużej na Wielkiej Rafie Koralowej czy na Outbacku.

Aboriginal Tent Embassy, Canberra, Australia

Żeby nie było, że w Canberze nie ma dla turystów ani jednej ciekawej rzeczy, informuję, że są dwa takie miejsca – National Museum of Australia oraz War Memorial. National Museum of Australia to bardzo fajnie zrobione muzeum narodowe, pełne ciekawie przedstawionych eksponatów, a War Memorial to coś a la muzeum wojska. Jest bardzo interesujące, świetnie zrobione i dla wielu Australijczyków wzruszające. Ale czy warto tylko dla tych dwóch miejsc uderzać do Canberry w czasie wakacji w Australii? Moim zdaniem nie warto.

National Museum of Australia, Canberra, Australia

War Memorial, Canberra, Australia

Skoro ta Canberra taka nudna to pewnie zastanawiacie się po co tam pojechaliśmy. To była nasza trzecia wizyta w stolicy, dwie poprzednie były u znajomych. Tym razem pojechaliśmy tam głównie dlatego, żeby z Pebbly Beach nie musieć wracać do Sydney tą samą drogą. Przy okazji odwiedziliśmy dwa wyżej wspomniane muzea i odfajkowaliśmy budynek parlamentu. Ale przy tym wszystkim ani raz nie poczuliśmy nawet minimalnej ekscytacji jaka zawsze towarzyszy nam podczas wizyt w prawdziwie pięknych czy kulturowo fascynujących miejscach.

Przygoda życia na wyciągnięcie ręki!
Tak blisko, a tak pięknie!

18 komentarzy

  1. Nie do konca nikt nie chce jezdzic.
    Na wystawy w National Galery przyjezdzaja tlumnie ludzie z calego kraju.
    Do tego Canberra to siedziba najlepszego australijskiego uniwersytetu.

    Post a Reply
    • Zgadza się, ale ja piszę o Canberze z punktu widzenia atrakcyjności turystycznej na tle reszty Australii. A pod tym względem przyznasz, że wieje tam nudą :)

      Post a Reply
      • „Wieje” to malo powiedziane…:)))

        Post a Reply
  2. „który miał chyba ogromne zamiłowanie do cyrkla i linijki”
    Się czepiasz – na tle większości australijskich miasteczek pobudowanych na bazie kwadratu kółeczko to jakaś odmiana przynajmniej!
    Spójrz na mapę Paryża – tam takich kółek to kilka mają, a jednak się zachwycają miastem ludziska ;)
    Pozdrawiam
    Karol

    Post a Reply
    • Trzeba bylo troche pokombinowac, jak sie chcialo miec miasto bo dwoch stronach jeziora. Przynajmniej maja gdzie na spacery chodzic.

      Post a Reply
      • Z tym sie zdecydowanie moge zgodzic. Terenow „spacerowych” jest w Canberze zatrzesienie. Ale i tak wole Sydney :)

        Post a Reply
    • Chyba troche sie zapedziles porownujac Canberre do Paryza ;)

      Post a Reply
      • Jaja sobie robię oczywista ;)
        Najlepsze w Kanbrze są człowieki co łażą po ulicach z nosem podniesionym do góry wyprostowani na baczność jak by im ktoś kija w wiadome miejsce wcisnał. Cóż – stolyca w końcu. Politycy sami – nikt inny mieszkać nie chce, bo za zimno.
        Sydney i i Melbourne się nie mogli dogadać gdzie stolicę zrobić, to zbudowali Oziki miasto Kanbra pomiędzy, aby niesnasek więcej nie było, i wysłali Ci oni parlament na pustynię, aby im się po ulicach przemądrzalcy nie szwędali.
        Sam wprawdzie nie byłem tamże, ale autochtoni lokalni moi Oziki znajome się serdecznie nabijali czasu swojego ;)
        Pozdrawiam
        Karol

        Post a Reply
      • Ja myślę, że Canberra jest zaprojektowana w sposób dość przemyślany i wygodny. Rozumiem jednak, że jeśli ktoś przyjeżdża z miasta, którego ulice powstawały spontanicznie bez żadnego śladu planowania (Sydney) to się może zdziwić. Średniowieczne miasteczka w Polsce są lepiej zaplanowane niż Sydney :).

        Cyrkiel i linijka to akurat mocna strona Canberry, nawet mapę miasta jakoś tak miło się ogląda. Wyobrażam sobie, że mieszka tam się bardzo wygodnie, pod warunkiem, że nie potrzebuje się zgiełku ulicznego (który ja od czasu do czasu bardzo lubię) oraz bliskości morza.

        Poza tym to jest piękne, że całe to polityczne i administracyjne towarzystwo wywieziono daleko od wielkich miast, przynajmniej nie przeszkadzają.

        Post a Reply
        • Nie zaprzeczam, ze Sydney to masakra w kwestii ukladu ulic. Ale z punktu widzenia turysty to nie ma zadnego znaczenia (a przypominam, ze wpis jest o Canberze jako atrakcji turystycznej, a nie jako miejscu do zycia). Sydney, mimo traficznego uladu ulic, wygrywa z Canberra w kwestii atrakcyjnosci, i nawet najdoskonalsze ronda i najszersze canberskie ulice nie sa w stanie konkurowac z ciasnym Sydney jesli spojrzec by na te miasta oczami turysty.

          Tez wyobrazam sobie, ze mieszka sie tam wygodnie, ale zdecydowanie sie tam nie widze na dluzej niz na weekend :)

          Post a Reply
          • Generalnie się zgadzam z tym co piszesz. Sam byłem w Canberze 3 razy i myślę, że to o 2 za dużo.
            Jeszcze jednak 2 słowa o tym planowaniu: czasami jest tak, że atrakcyjność turystyczna jest odwrotnie proporcjonalna do wygody życia mieszkańców. Turyści uwielbiają miasta, które są jednym wielkim chaosem, najlepiej jeśli jeszcze nie ma zasad ruchu drogowego i wszystko wygląda jak jedno wielkie mrowisko. Takie rzeczy lubimy, o ile potem można spokojnie wrócić do swojego poukładanego świata.
            W tym kontekście Sydney ze swoim chaosem ulic, kierowcami „polującymi” na przechodniów i gęstwiną długich morskich zatoczek jest bardzo atrakcyjne turystycznie, ale czy te same cechy czynią je przyjaznym dla mieszkańców? Wiem, że to nie temat tego postu, ale rzecz warta rozważenia, gdy pisze się niezbyt miłe rzeczy o Canberze.

            Post a Reply
            • Przemek, 4 miliony Sydnejczykow nie moze sie mylic :)

              Poza tym jak nie chcialam byc niemila w stosunku do Canberry. Jesli tak to wyszlo to Canberre i wszystkich jej mieszkancow, ktorzy sie poczuli urazenie bardzo przepraszam :) Po prostu miasto jest w moim oczach nudne, za nic nie chcialabym tam mieszkac, i nie boje sie tego powiedziec :) Choc to, ze nie jest interesujace dla turystow wie kazdy kto tam byl :)

              Wiem, ze jako mieszkaniec Melbourne uwazasz, ze Melbourne to lepsze do zycia miejsce od Sydney. Moje zdanie jest dokladnie odwrotne i caly urok tej sytuacji polega na tym, ze oboje rownoczenie mamy racje i sie mylimy. Dopoki nie sprobujemy mieszkania w tym drugim miejscie nigdy nie bedziemy w stanie obiektywnie ocenic, ktore jest lepsze (dla nas) do zycia.

              O zyciu w tym drugim miescie w zasadzie nic nie wiemy, a to co wiemy to tak na prawde nam sie albo wydaje, albo gdzies o tym przeczytalismy/uslyszelismy. A to nie jest wiedza, ktorej moznaby uzyc jak argumentu.

              To samo dotyczy mojej opinii na temat Canberry. Dlatego napisalam, ze nie bede sie wypowiadac na temat jakosci zycia w stolicy, bo niewiele mi na ten temat wiadomo. Wydaje mi sie, ze zycie tam, mimo ze wygodne, musi byc bardzo nudne, ale nie mam zamiaru nikomu nic doradzac w kwestii zamieszkania w Canberze, bo sie nie znam. Rownoczesnie nie doradzam na temat mieszkania w Melbourne czy innym miescie, bo znam je tylko jako turysta (tak samo jak Ty znasz Sydney) i moja opinia jest bezwartosciowa dla kogos kto planuje tam zamieszkac.

              Ufff, sie rozpisalam. W kazdym razie chcialam Cie prosic, zebys miedzy wierszami w komentarzach nie przemycal juz informacji o tym, ze Sydney jest uciazliwe do zycia (ladnie Ci sie to udalo ;) ), bo przeciez nie wiesz czy tak jest :)

              My zorganizwalismy sobie zycie tak, ze ciasne ulice w centrum, korki i tlumy zupelnie nas nie dotycza. I zycie w Sydney nie jest dla nas ani troche uciazliwe.

              Sorki, ze troche odeszlo mi sie od tematu.

              Post a Reply
              • Oj tam przekomarzam się z Tobą tylko, lubię Sydney.
                Podoba mi się argument z milionami mieszkańców. W takiej sytuacji przeprowadzam się do Meksyku lub Sao Paulo.

  3. Szkoda ze nie trafiliscie w Canberra do National Gallery of Australia na wspaniala wystawe „Renaissance” z obrazami Raphaela, Botticelli, Bellini i Tycjana itd.
    W ubieglym roku byla tam wystawa „Masterpieces from Paris” z Musee d’Orsay – Van Gogh, Gauguin, Cézanne i inni. Kolejka przed wejsciem do muzeum miala chyba z pol kilometra dlugosci mimo wczesniejszej rezerwacji biletow na internecie. Takie tlumy w Australii to prawdziwa rzadkosc.
    Mnie tez sie kiedys wydawalo, ze Canberra to najnudniejsze miejsce na ziemi. Teraz nie moge sie doczekac corocznych wyjazdow na wrecz spektakularne wystawy, to prawdziwa fiesta dla duszy…

    Nie pomincie wystawy prac Picasso z Musée National Picasso – Paris w sydnejskiej Art Gallery of NSW. I oczywiscie „Sydney Festival” z darmowymi koncertami w kolejne styczniowe soboty w Domain + free Opera in the Domain 28-go stycznia :). Nawet jak nie jestescie operowymi fanami to warto tam zajrzec i zobaczyc jak potrafi sie bawic Sydney.

    Serdeczne pozdrowienia,
    Elka

    Post a Reply
    • Picasso w National Gallery of NSW zaliczony kilka tygodni temu. Rewelacja :) Noc otwarcia Sydney Festival tez :) W roznych imprezach zbiorowych uczestniczymy bardzo czesto, wiec dobrze wiemy jak Sydney potrafi sie bawic :)

      Post a Reply
  4. Kurcze, taki niewinny post na blogu i tyle komentarzy!:)

    Post a Reply
    • Kto by pomyślał, że taka nudna Canberra wywoła tyle emocji ;)

      Post a Reply
  5. Aczkolwike jest jedna bardzo fajna rzecz w Canberze- chlopaki maja bardzo luzny stosunek do trawki i mozna spokojnie posiadac do 25 g albo 5 krzaczkow co w „moim ” Sydney jest o wiele bardziej karane :)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.