Tak blisko, a tak pięknie!

Plan był wielki, bo mieliśmy pojechać samochodem aż do Adelaidy (prawie 1400km) i przez pełen tydzień zwiedzić część Australii Południowej. Plan spalił jednak na panewce, bo okazło się, że Przemek musi pojawić się w pracy na 1,5 dnia pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem. Zostaliśmy więc tylko z czterama wolnymi dniami po każdej stronie tej niespodziewanej i mało ekscytującej konieczności pójścia do pracy.

Nie mieliśmy jednak zamiaru w związku z tą niedogodnością rezygnować z wypadu. Oczywiście o wyjeździe do Adelaidy z wiadomych powodów trzeba było zapomnieć, więc postanowiliśmy poszukać czegoś bliżej domu.

Po pierwszym, szybkim rzucie okiem na mapę wydawało nam się, że byliśmy już we wszystkich ciekawych miejscach, które da się odwiedzić mając do dyspozycji jedynie 4 dni. Postanowiliśmy jednak spróbować „odkryć” jakieś fajne miejscówki, wybierając kolejne destynacje na na chybił-trafił. Część miejsc, w które dotarliśmy odwiedziliśmy już wcześniej. Jednak dopiero tym razem tak na prawdę dostrzegliśmy ich urok.

Na pierwszą część naszego przeciętego przez Przemka pracę na pół urlopu pojechaliśmy na południe od Sydney. Najpierw zahaczyliśmy o wodospad Fitzroy.

Fitzroy Fall, NSW, Australia

Później umoczyliśmy nogi w wodzie przy Dolphin Point.

Dolphin Point, South Coast of NSW, Australia

Dalej była pięka i dzika plaża Pebbly.

Pebbly Beach, Murramarang National Park, NSW, Australia

Plaża leży na terenie Parku Narodowego Murramarang, a droga do niej wiedze przez gęsty las.

Road through Murramarang National Park, NSW, Australia

Plaża ta jest niezwykle lubiania przez lokalne kangury, które okupują ją w sporych grupach. Że są to stworzenia tak niezwykle ciekawe, to napiszę o nich za jakiś czas osobny wpis.

Kangaroo on Pebbly Beach, Murramarang National Park, NSW, Australia

Zaraz po plaży Pebbly odwiedziliśmy pobliską plażę Maloney, gdzie Przemek relaksował się łowiąc ryby.

Fishing at Maloneys Beach, NSW, Australia

Do Sydney postanowiliśmy wrócić przez Canberrę zaliczając tam dwa świetne muzea. O Canberze również będzie w najbliższej przyszłości osobny wpis.

Parliament building, Canberra, ACT, Australia

Po Canberze trzeba było już wracać do domu. To nie był jednak koniec wakacji. Bo gdy tylko Przemek uwinął się z pracą, znowu wybyliśmy z Sydney, tym razem w kierunku północnym.

Odwiedziliśmy oszałamiającą plażę Stockton, która ciągnie się przez 35km i leży na skraju najdłuższej, ruchomej wydmy na półkuli południowej. Jest już postanowione, że wrócimy tam w najbliższym czasie na weekend (to tylko 4h jazdy od Sydney). Tym razem samochodem z napędem na cztery koła. To dlatego, że po plaży i wydmach można jeździć :) Jak ktoś nie lubi samochodów to są do wyboru także przejeżdżki na wielbłądach :)

Stockton Beach, NSW, Australia

Niedaleko plaży Stockton jest popularna wśród lokalsów zatoka Port Stephens. Jak zwykle w okresie wakacyjnym była kompletnie zawalona ludźmi. Port Stephens pełne jest plaż podobnych do takiej jak tak:

Port Stephens, NSW, Australia

To właśnie w Port Stephens pierwszy raz w życiu spotkaliśmy żyjącego na dziko misia koala. Wcześniej mieliśmy okazję z nim obcować tylko w zoo.

Port Stephens, NSW, Australia

Z Port Stephens ruszyliśmy do sąsiedniego Parku Narodowego Myall Lakes, gdzie spacerowaliśmy po wydmach…

Myall Lakes National Park, NSW, Australia

…. i po dzikiej plaży.

Myall Lakes National Park, NSW, Australia

Sylwestra spędziliśmy w północnym krańcu tego przepięknego parku narodowego, w miejscu znanym jako Seal Rock. O północy podziwialiśmy gwiazy na lokalnej, nieopisanie pięknej plaży, a w Nowy Rok eksporowaliśmy tą samą plażę w świetle dziennym.

Seal Rock, NSW, Australia Seal Rock, NSW, Australia

Seal Rock, NSW, Australia

Na koniec odwiedziliśmy malutkie miasteczko Harrington, gdzie stałymi rezydentami są pelikany.

Harrington, NSW, Australia

Przez cały ten czas za dom służył nam nasz namiot.

Camping in Murramarang National Park, NSW, Australia

Z tych dwóch, krótkich wypadów wyciągnęliśmy ważny wniosek – nie zawsze trzeba jechać daleko, do egzotycznych krajów, żeby było pięknie i interesująco. Cudowne miejsca są na wyciągnięcie ręki, i to dotyczy tam samo Australii jak i Polski czy każdego innego kraju. Często pomija się najbliższe sąsiedztwo, bo wydaje nam się ono nieinteresujące. Przy odrobienie wysiłku można jednak znaleźć prawdziwe perełki. Co myślę, że udowodniliśm sobie w czasie tych wakacji.


View Tak blisko, a tak pieknie in a larger map

Canberra, czyli miejsce, do którego nikt nie chce jeździć
5 minut, które pomoże ulepszyć Careerbreak.pl

12 komentarzy

    • To pierwsza w zyciu proba zdjec gwiazd. Nie wyszlo za dobrze, ze poczatki czesto sa trudne :)

      Post a Reply
  1. Calkowicie sie zgadzam. Od pieciu lat wyjezdzam przynajmniej raz w miesiacu na 3-4 dniowe weekendy po „najblizszych” okolicach San Francisko, i jeszcze ciagle nie bylam nawet w polowie tych miejsc, ktore chcialabym odwiedzic.

    Podobnie z Polska: kiedykolwiek jade odwiedzic rodzine zawsze ich namawiam na jakis wyjazd po Polsce, i za kazdym razem jestesmy zachwyceni jaka taka nasza ojczyzna jest piekna.

    Beauty is in the eye of the beholder.

    Post a Reply
    • Swiete slowa. Od razu przypomnialo mi sie slynne powiedzenie „Cudze chwalicie, swego nie znacie”.

      Post a Reply
  2. Świetne! Super miejsca i foty oczywiście też!
    p.s. też podziwiam zdjęcie z gwiazdami, sama nigdy nie próbowałam…

    Post a Reply
    • Dzieki :)
      W pelnym rozmiarze zdjecie nie prezenuje sie za dobrze, dlatego wrzucilam je w malym ;) Nie taka prosta sprawa ze zdjeciami gwiaz. Wymaga to wielu prob zanim czlowiek zalapie najlepsze ustawianie na dane warunki. Kiedys jeszcze sprobuje :)

      Post a Reply
  3. Zacna puenta, swiete slowa :) Jak zaczalem czytac o krotkich wypadach z Sydney od razu pomyslalem, ze polece Wam Stockton Beach, a tu prosze :) Zgadzam sie w 100%, ze to bardzo fajne miejsce – wystarczy odejsc pareset metrow w glab, zeby poczuc sie jak na prawdziwej pustyni z wydmami po horyzont! Za to nie zgadzam sie za bardzo z jezdzeniem fura po plazy: spacery w koleinach, halas i smrod samochodow i innych quadow to byl jedyny minus mojego pobytu tam. Uwazam, ze powinni wydzielic dla samochodow jakis kawalek plazy, np od strony Newcastle, a cicha czesc przy Anna Bay zostawic dla… ludzi :)

    Post a Reply
    • Tomek, zgadzam sie z Toba co do teggo, ze fajnie by bylo gdyby czesc plazy byla wydzielona dla urlopowiczow, a czesc dla kierowcow.

      Post a Reply
  4. Zdjęcia są przecudne, szczególnie że my uwielbiamy wszelkiego rodzaju plaże i przejrzystą wodę w morzu, zazdrościmy tak spaniałej podróży, pozdrowionka od całej rodzinki

    Post a Reply
    • Hej. Milo mi, ze zagladacie tutaj. Mam nadzieje, ze uda mi sie w tym roku przyjechac do Polski. Na pewno sie twdy spotkamy, bo musze w koncu poznac Nadie :)

      Post a Reply
  5. Piękne zdjęcia. Zazdroszczę ciepła i niebieskiej wody. U mnie zimno szaro i ponuro. Pozdrawiam

    Post a Reply
  6. Pięknie, pięknie, wodospad, plaże, parki narodowe, cudnie. Nie miałam pojęcia, że w Australii mają wielbłądy.. :D

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Canberra, czyli miejsce, do którego nikt nie chce jeździć | Careerbreak - [...] stolicy, dwie poprzednie były u znajomych. Tym razem pojechaliśmy tam głównie dlatego, żeby z Pebbly Beach nie musieć wracać do…
  2. Odrobina raju, raptem 300km od domu | Careerbreak - [...] Rocks odkryliśmy przypadkiem, pół roku temu, w czasie naszych krótkich bożonarodzeniowych wakacji. Miejsce od pierwszego wejrzenia zrobiło na nas…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.