Na szczcie aktywnego wulkanu

Wulkan Yasur po raz pierwszy zobaczyliśmy z samochodu w drodze z lotniska. Droga z dosyć płaskiej przekształciła się w bardzo stromą i krętą. I gdy w końcu wjechaliśmy na sam szczyt góry, na drugą stronę której próbowaliśmy się przedostać, oczom naszym ukazał się Yasur.

Przyznam, że w pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy to było rozczarowanie. „Takie maleństwo???” pomyślałam. Te wulkany, z jakimi wcześniej mieliśmy okazję się zetknąć z bliska – Villarica w Chile i Cotopaxi w Ekwadorze – były przecież takie duże! A tu marne 361m npm?!

Szybko jednak wzrok mój skierował się na ogromny obłok pyłu wydostający się z krateru wulkanu. „Być może mały, ale wydaje się mieć sporo siły” pomyślałam. Chmura pyłu wydostająca się z krateru wydawała się ciągnąć bez końca, a gdy tylko pył rozszedł się w powietrzu, wulkan wyrzucał z siebie kolejną porcję.

Żeby dojechać do miejsca, w którym mieliśmy nocować musieliśmy przejechać pod samym wulkanem, po ogromnej jakby-pustyni z pyłu wulkanicznego. Było już ciemno, do tego zerwał się wiatr, więc kierowca trochę musiał się napracować, żeby w pyle trafić na miejsce.

Nocować mieliśmy w bungalowie jakieś 3km od wuklanu. Wydawać by się mogło, że 3km to nie taka znów malutka odległość, ale gdy tylko wysiedliśmy z samochodu dotarło do nas jaką siłą jest ten niewysoki wulkan. Co kilka minut ciszę przerywała kolejna eksplozja, która mimo, że nie była niebezpieczna, to jednak nieźle nas na początku stresowała. To taki dźwięk jakby niebo się rodzierało.

Te grożne dźwięki towarzyszyłynam cały czas przez 3 noce i 2 dni, jakie spędziliśmy pod wulkanem. Ciekawe, że to co początkowo wzbudzało w nas strach bardzo szybko stało się czymś normalnym.

Prawdziwe wrażenia czekały nas jednak na szczycie wulkanu.

Yasur, mimo, że aktywny, jest jak najbardziej dostępny. Można wejść na sam jego szczyt i stanąć prawie na skraju krateru. „Prawie na skraju” to jakieś 150 metrów od krateru. I jak na tak aktywny wulkan to baaaardzo blisko. Wejście na szczyt zabrało nam jakies 45 minut. Po drodze mieliśmy okazję zobaczyć kilka dowodów aktywności wulkanu (tak jakby te grzmoty, które wulkan z siebie wydawał co kilka minut nie były wystarczającym dowodem) – między innymi parującą od gorąca ziemię.

Na szczycie zastaliśmy grupkę turystów obserwującą krater i czekającą na zachód słońca. Choć nie zachód słońca jest na szczycie wulkanu Yasur główną atrakcją. Główną atrakcją jest to, co można zobaczyć, kiedy zrobi się ciemno.

Te kamienie, które wyrzuca z siebie co chwilę wulkan, a które w ciągu dnia mają kolor szary, po zmroku okazują się być rozpalone do czerwoności. Kamienie wyrzucane są wysoko w górę, a każdy wybuch to nieopisany huk. Niektóre są tak mocne, że czuć jak trzęsie się ziemia pod nogami. Specjalnie po to, żeby zrobić zdjęcia tym eksplozjom taszczyłam ze sobą przez dwa i pół tygodnia statyw. Było warto się z nim męczyć :)

Yakel, czyli tam gdzie czas zatrzymał się 100 lat temu
Słów kilka o Tannie

7 komentarzy

  1. Bardzo mi się podoba ostatnie zdjęcie, oświetleni ludzie wyglądają ciekawie, obok rozmazanych postaci. W ogóle całość kolorystycznie jest miła dla oka.

    Post a Reply
  2. Najpierw zaskoczenie…
    Nie przypuszczałem, że będziecie włazić na aktywny wulkan!
    Potem pozytywna zazdrość…
    Kurka wodna, chcę takich wrażeń. Tu w Twoim opisie i na zdjęciach wygląda to wszystko fantastycznie, ale na żywo to musi być coś mega wyczadzonego! Motyla noga! ;-))))

    Post a Reply
    • To prawda, emocje byly niesamowite. Nie czesto ma sie okazje stanac tak twarza z twazr z potencjalnym zywiolem. Ta wizyta na szczycie wulkanu to byla niesamowita dawka adrenaliny.

      Post a Reply
  3. Nie baliście się, że coś Wam się może stać? Np. że wyrzucony kamień może trafić w któreś z Was albo że nagle z wulkany zacznie się wydostawać wrząca lawa?
    Zdjęcia wyglądają fenomenalnie, ale jednak ja chyba bym się nie odważyła tam wejść;)

    Post a Reply
    • Aktywność wulkanu jest monitorowana 24h na dobę i w zależności od wyników owego monitoringu dostęp do wulkanu jest w różny sposób ograniczany – jeśli aktywność wzrasta tylko trochę to turyści nadal mogą się na niego wspinać, ale nie można podchodzić do krateru. Jeśli artywność mocno wzrasta to wulkan zamykany jest dla odwiedzających. My mieliśmy to szczęście, że w czasie naszej wizyty aktywność wulkanu była na niskim poziomie, więc można było podejść dosyć blisko.

      A odpowiadając na pytanie o to czy nie baliśmy się – nie :) Owszem, było sporo emocji i trochę adrenaliny, ale strachu nie było :)

      Post a Reply
  4. Zdjecia niesamowite.
    Ja mialam okazje tez widziec wulkan w akcji – Kilauea na Big Island Hawaii, niestety nie mialam ze soba aparatu z ktorego daloby sie zrobic jakies sensowne zdjecia…

    Post a Reply
  5. Bardzo mi się podoba ziemia parująca od gorąca. To zachęca mnie, aby na jakiś wulkan jeszcze wejść. Wspinaczka na wulkan kojarzy mi się bowiem z nudnym i mega zapylonym przemierzaniem piachu lub żwiru. A tu coś się dzieje!

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.