3 różnice między pracą w Polsce i Australii

Lunch at QVB

W Polsce pracowałam krótko (niecałe 2 lata nie licząc dorywczych prac w czasie studiów), ale to wystarczyło, żeby po przyjeździe do Australii zauważyć, że istnieją pewne różnice między pracą w jednym i drugim kraju. Drobnych różnic jest sporo, ale dziś napiszę o trzech, które najbardziej mnie zaskoczyły.

Alkohol

Do dziś nie zapomnę, gdy w mojej pierwszej australijskiej pracy w pierwszy piątek zabaczyłam jak szef otwiera w biurze jedną z szafek, a szafka po brzegi wypełniona jest butelkami wina i piwa… Prawdziwy szok przeżyłam jednak, gdy szef zaczął wszystkich owym winem i piwem częstować! W godzinach pracy! Przyzwyczajona do tego, że alkohol w miejscu pracy jest absolutnie zabroniony, długo nie mogłam pojąć, że w Australii w piątkowe popołudnia w biurach oficjalnie się drinkuje. W każdej w czterech firm, w jakich pracowałam w Australii było/jest dokładnie tak samo – koło godziny 15.00 zaczynają się wędrówki ludów w kierunku lodówki, i wszyscy w najlepsze popijają sobie jakby nigdy nic.

Praca po znajomości

Praca po tzw. znajomości ma w Polsce dosyć złą sławę. Kojarzy się ona z cwaniactwem i przyjęło się myśleć, że ludzie przyjęci do pracy po znajomości są z reguły niekompetetni. W Australii sprawa ma się zupełnie inaczej. Tutaj praca po znajomości, a konkretnie polecanie swoich znajomych do pracy, jest powszechną praktyką, i to praktyką często nieźle płatną – za polecenie kogoś do pracy wiele firm płaci swoim pracownikom! Pracodawca zakłada, że nikt nie poleci przecież byle kogo, a tylko taką osobe, która rzeczywiście się nadaje. A płaci za polecenie z chęcią dlatego, że taka ‚prowizja’ za znalezienie pracownika to i tak zazwyczaj sporo mniejszy koszt niż rekrutacja za pomocą wyspecjalizowanej agencji. Ile można zarobić na poleceniu do pracy znajomego? To zależy od firmy. W mojej poprzedniej i obecnej pracy stawka wynosiła/wynosi $2000. Czyli nieźle.

Szef to kumpel

Szef nie jest drugą osobą po Bogu, kimś kogo należy się przynajmniej troszkę obawiać, kto siedzi zamknięty w swoim biurze i nie rozmawia z nikim poza bezpośrednio mu podlegającymi ludźmi. W Australii szef to partner do pracy, a często także kumpel, ktoś z kim można pogadać zarówno o sprawach zawodowych jak i o przysłowiowej dupie Maryni. Dla przykładu, pracowałam kilka lat temu w firmie, która w sydnejskim oddziale zatrudniała ponad 400 osób i szef odziału znał nas wszystkich po imieniu – każdą jedną osobę. Posiadanie przełożonego, który zawsze ma otwarte drzwi do biura i który pomaga kiedy się go o to prosi to jest bardzo fajna sprawa :)

Sto lat dla Królowej!
Cukierkowo

17 komentarzy

  1. Wielkie mi nowiny, ze za granica sa ludzie i ludzkie warunki, a w polsce potepienie, cwaniactwo, zakazy i katolicyzm. Kolumbie, jak nazwiesz to odkrycie?!

    Post a Reply
  2. wez sie ogarnij, jak chcesz plakac to wyjedz. troll zafajdany. trzeba bylo nie czytac.
    co do artykulu – ciekawe. Nawet bardzo. mozna tylko miec nadzieje, ze powoli taka „moda” przyjdzie do PL

    Post a Reply
  3. Magda
    Nie jest tak zle. U nas co prawda nikt nie drinkuje ale reszta to normalna rzecz. Stawki jakby mniejsze ale polecenie to dobry „kanal” szukania ludzi.
    Ludzki szef to tez nic dziwnego. Pewnie nie wszedzie ale ja akura mam to szczescie ;)

    Post a Reply
    • W zadnym wypadku nie sugeruje, ze jest zle :) Jesli chodzi o szefa to wiadomo, ze nie mozna generalizowac, ze kazdy polski szef jest ble a kazdy australijski to jest gosc. Pisze tylko o swoich doswiadczeniach. W Polsce pracowalam w 3 roznych firmach i tylko raz mialam szefa (a w zasadzie szefowa), z ktora pracowalam na zasadach partnerskich.

      Post a Reply
  4. Mnie wlasnie czeka szukanie pracy w PL, po raz pierwszy w zyciu wlasciwie, bo wyjechalam zaraz po studiach. A teraz nam sie wrocilo do ojczyzny (troche okrezna droga), no i zobaczymy. Jakby co, to wale do Warszawy, skoro Mariusz tak zachwala :))) Polecam się! :)

    Post a Reply
  5. 1. Alkohol: prawda. Z drugiej strony nie widziałem, żeby ktoś przegiął z alkoholem. U nas jego dostępność w pracy ogranicza się do „afternoon drinks” raz w miesiącu, w piątek o 16:30. Wolno też wypić piwo w ramach lunchu i nawet pojechać autem, bo limit we krwi to 0,5 promila.
    2. Znajomości: prawda. W Australii to przybiera rozmiar patologii. Człowiekowi spoza układu (np. imigrantowi) jest dość trudno się przez to przebić.
    3. Szef-kumpel: ja miałem bardziej kumplowski układ z szefem w Polsce niż tutaj. Zależy to więc bardzo od konkretnego przypadku i nie generalizowałbym.

    Dodałbym za to kilka innych punktów do Twojej listy. Może zrobię to kiedyś u siebie na blogu. kiedyś zresztą już o tym pisałem, ale to było parę lat temu i jak teraz to czytam to strasznie naiwne mi się wydaje. Pora na odświeżenie tematu.

    Post a Reply
    • 1. To prawda, nie widzialam zeby ktos z tym przeginal. U mnie afternoon drinks sa w kazdy piatek od 15.00, ale zawsze jest bardzo kulturalnie :)
      2. Dlaczego patologia? Wydaje mi sie, ze wiekszosc ludzi i tak dostaje prace w tradycyjnym procesie rekrutacji, a nie z polecenia.
      3. Na pewno. Pisze tylko i wylacznie o doswiadczeniach swoich i P.

      Post a Reply
  6. Praca po znajomości, a polecić kogoś to dwie różne rzeczy.

    Post a Reply
  7. Faktycznie w Polsce praca po znajomości jest traktowana jako coś złego, ale ja zawsze mówię- trzeba postawić się w sytuacji drugiej strony. Będąc szefem firmy, wolałbym zatrudnić kogoś, kogo poleci mi znajomy niż obcą osobę z ogłoszenia, która dostanie dostęp do papierów firmy itp.

    Post a Reply
  8. Za to w Skandynawii „praca po znajomosci” sie raczej zle kojarzy i jak ktos chce kogos wepchnac na sile, bo go zna to jest raczej na minus.
    „Po znajomosci” mozna przeciez zatrudnic osoby niekopetentne, ktore nie nadaja sie akurat na dane specjalistyczne stanowisko…
    Jezeli ktos uwaza, ze sie nadaje to powinien dzialac bez znajomosci, a jezeli rzeczywiscie ma kompetencje to i tak go zatrudnia…
    „Po znajomosci” to tez troche jakby kojarzy sie w pewnej mierze z korupcja – zlaszcza jezeli firma jest np. panstwowa, moze ktos wtedy spokojnie doniesc na kogos, ze wykozystywal znajomosci jezeli jest dana osoba jest niekompetentna, a tamten ma na to dowody…

    Post a Reply
  9. A ja sie z tym co Magda napisala zgadzam. Pracowalam pare ladnych lat w Polsce zanim wyjechalam – tyle, ze do USA a nie Australii – i mam takie same wnioski.
    Generalnie wyglada to bardzo podobnie.

    Post a Reply
  10. Z tymi „znajomościami” to wygląda to tak:
    firma (duza w ktorej pracuje >5000 dusz) rozpoczyna proces rekrutacji – w pierwszej kolejnosci zawsze sa to rekrutacje wewnetrzne i ludzie z polecen. Nikt o zdrowych zmyslach nie zaproponuje jakiegos lewusa bo moze tylko sobie zaszkodzic.
    We wczesniejszych firmach – mniej korporacyjnych – rzeklbym rodzinnych – bylo kilku pociotkow i to byla najgorsza zakala zespolu – wszyscy na nich musieli robic.
    Oszczednosc dla firmy jest ogromna bo proces zlapania kogos na rynku wiaze sie z duzymi kosztami – jakies 20k dla firmy hr plus ewentualne odszkodowanie dla firmy z ktorej dana osoba sie wywodzi.

    co do alkoholu to pamietam prace dla Francuzow – jesli Polacy to pijaki to nie wiem jak nazwac kolegow znad Sekwany – chlanie w piatek od rana, kac do poludnia w srode…

    Post a Reply
  11. Ale genialny post Magda Jeszcze jeden powód dla którego nie mogę się doczekać życia w Sydney :)))

    Post a Reply
  12. A propos alkoholu poza Australią – w Niemczech (tylko nie wiem w których landach, chyba w Bawarii – historię znam ze słyszenia) można było pić piwo w trakcie pracy! Jednak podobno ograniczyli to teraz tylko do lunchów. I to tylko dlatego, że ludzie się burzyli jak nie można było pić wcale. We Francji natomiast normą jest, że do lunchu pije się wino lub nawet piwo. To wiem z autopsji.

    Post a Reply
  13. Tu wydaje mi się, że nie praca po znajomości jak to ktoś stwierdził, lecz polecenie kogoś, kogo znamy, a ma jakieś pojęcie w tym co robi.
    Praca po znajomości to po prostu wciśnięcie kogoś na jakieś stanowisko, mimo, że ta osoba pojęcia o tej pracy nie ma lub np. jest leniwa i się nie przykłada, a dostała pracę tylko dlatego, bo szef jest jego kolegą czy bratem. I to jest dość często spotykane w Pl, w firmie, w której pracowałam był na kierowniczym stanowisku pijak, który miał wszystko w nosie i wszystkich z góry traktował tylko dlatego, bo szef, właściciel firmy to jego teść. Koleś się do niczego nie nadawał, zazdrosny był i obrabiał teściowi tyłek za plecami, no ale żonka poprosiła tatę to go zatrudnił :) natomiast z polecenia to zupełnie co innego, bo jak ktoś poleca jakąś osobę to równocześnie może sobie zaszkodzić, jeśli by się okazało, ze to jakiś lewus, który do pracy się nie nadaje. I praca z polecenia jest całkiem normalna, bo to oczywiste (przynajmniej w wielu firmach, mniejszych lub większych), że szef czy kierownik rzuca czy nie znamy jakiegoś kierowcę albo programisty, a jeśli tak to, ze szukają.

    Post a Reply
  14. Podpisuje sie pod komentarzami, ktore mowia, ze polecenie otwiera droge do rozmowy takze w Polsce i w firmach/organizacjach o charakterze komercyjnych nie ma czegos takiego jak ‚praca po znajomosci’

    W jednym z komentarzy padlo, ze polecenia w Australii sa wrecz patologia – sa taka sama patologia jak w Polsce(organizacje komercyjne). Imigrant jest spoza ukladu? Przyjezdzajac tutaj nie zna sie nikogo, wszystkie znajomosci zawodowe, ktore otworzylyby droge do rozmow kwalifikacyjnych pozostaly w Polsce. Wszystko to trzeba odbudowac, ty musisz poznac ludzi, ludzie musza poznac ciebie, to oczywiscie wymaga czasu… Po jakims czasie stajesz sie czescia ‚ukladu’, drzwi zaczynaja sie otwierac i zaczynasz czuc, ze jestes pelnoprawnym uczestnikiem rynku pracy.

    Kazdy myslacy o wyjezdzie niech odpowie sobie na pytanie, czy ztrudnilby czlowieka mowiacego normalnie po polsku, czy mowiacego jak Bilguun, badz Zulu-Gula? Ile musisz byc lepszy, zeby skompensowac ta roznice i czy to mozliwe? Ile kwalifikacji musisz usunac ze swojego CV, zeby byc wiarygodnym ‚Bilguunem’, bo inaczej nikt cie nie traktuje powaznie? (tutaj mam na mysli stanowiska oparte o jezyk i te, gdzie komunikacja nie jest tak bardzo istotna, czyli jezeli jestes w Polsce sekretarzem/ka to prawdopodobne jest, ze bedzie sie trzeba zdegradowac np. do segregowania poczty – to tylko przyklad do zobrazowania)

    Oczywiscie kazdy przypadek jest inny, ale mam nadzieje, ze niektorym to pomoze w lepszym przygotowaniu sie do ‚pierwszych krokow’ tutaj

    pozdrawiam

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.