Jakiś czas po… – wywiad z Magdą i Michałem

Wywiad z serii “Jakiś czas po …”, w którym osoby z podróżniczym doświadczeniem mówią o tym jak podróż zmieniła ich życie i dlaczego warto realizować marzenia.

Magda i Michał – absolwenci szkoły, która kojarzy się różnie -ze spadochronem, zieloną łódką na białym tle, garniakami lub … szczurami. W sumie: 51 lat (nierocznikowo). Fani języka hiszpańskiego, czerwonego Kawasaki, aparatu fotograficznego, a ostatnio – rowerów holenderskich. Aktualne miejsce zamieszkania: Centralna Polska, kilkunastoklatkowy blok z wielkiej płyty, w którym mieszkanie znajdujące się mniej więcej pośrodku ma numer bliski 500. O ich motocyklowej podróży po Ameryce Południowej można przeczytać  na www.pelikanochomik.blogspot.com

 

Opowiedzcie w trzech zdaniach o swojej podróży. Gdzie byliście? Jak długo ona trwała? Kiedy wróciliście?
Odwiedziliśmy Amerykę Południową i większość czasu spędziliśmy jadąc wzdłuż Andów z Kolumbii po Argentynę. Po ośmiu cudownych miesiącach wróciliśmy do Polski pod koniec maja 2010 – właśnie mija rok

O długich podróżach marzy prawie każdy, jednak tylko niektórzy ruszają w drogę. Co sprawiło, że postanowiliście zmienić marzenie w czyny?
W ciągu studiów w każde wakacje jechaliśmy w jakąś podróż. Na początku blisko – do Syrii i Jordanii, z czasem coraz dalej. Później nadarzyła się okazja, żeby Magda studiowała semestr w Nowej Zelandii. Oczywiście ją wykorzystaliśmy. Wtedy po raz pierwszy odkryliśmy, dlaczego podróżowanie sprawia nam taką radość. Nie chodzi o zwiedzanie. Bardziej o poznawanie, o wolność, niczym nie skrępowanie. O inność, różnorodność, a czasem i trud. Taki fascynujący trud. Po powrocie do Polski tylko czekaliśmy na kolejną szansę na dłuższą podróż. Wiedzieliśmy że czeka nas podróż poślubna, jednak sądziliśmy że pojedziemy co najwyżej na 2 miesiące – bo więcej urlopu bezpłatnego nie dostaniemy. Ale kilka miesięcy przed ślubem kryzys dotknął również firmę Michała i nagle okazało się, że nie mamy żadnych ograniczeń czasowych. Czasami brakuje odwagi, żeby zmienić marzenia w czyny. Nas popchnęło do tego nieoczekiwane bezrobocie :)

Jak wyglądały przygotowaniach do podróży? Czy to był trudny proces? No i co z pieniędzmi? Spadek po cioci z Ameryki, bogaci rodzice, wygrana w loterii, czy może coś bardziej prozaicznego?
Im więcej podróżujemy, tym mniej się przygotowujemy. Tym razem większość czasu spędziliśmy na przygotowaniu ślubu i wesela, a Magda jeszcze tuż przed wyjazdem broniła swoją magisterkę, więc naprawdę dopiero w samolocie wyciągnęliśmy przewodnik po Kolumbii. A resztę dokupywaliśmy po drodze.
Z rzeczy które oczywiście przygotowaliśmy to załatwienie brakujących szczepień, zakup podstawowych lekarstw, uzupełnienie sprzętu o cieple śpiwory, lekki namiot, dobre mapy itd. Takich rzeczy się nie dostanie na miejscu, a nawet jeśli, to dużo gorszej jakości i droższe. Problem kasy załatwiliśmy w bardzo prosty sposób. Poprosiliśmy wszystkich naszych gości weselnych o niekupowanie nam pralek, żelazek itp., a przekazanie nam pieniędzy, które przeznaczymy na jasno określony cel – naszą podróż.
No i zapomnielibyśmy o kupnie motoru. Po naszych poprzednich doświadczeniach kiedy to wypożyczaliśmy na miejscu małe skuterki żeby zagłębić się w bardziej niedostępne miejsca, kiedy to wreszcie przejechaliśmy cały Laos z północy na południe kupiona chińską podróbka Hondy, zdecydowaliśmy się na przemierzenie Ameryki Południowej motocyklem. A żeby na miejscu nie tracić czasu na szukanie motocykla, odkupiliśmy przez Internet motor od podróżującej pary Holendrów, którzy zostawili nam go w Kolumbii. Dopiero wtedy kupiliśmy bilety lotnicze – do Bogoty. Wylot miał być z Sao Paolo.

Wiele osób rezygnuje z marzenia o podróżach, z obawy o swoje losy zawodowe i przyszłość (bo przecież nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś z roczną dziurą w CV no i trzeba płacić składki na ZUS, żeby zapewnić sobie emeryturę). Jak rozwiązaliście ten dylemat?
Aaaaa taaam. Niech taka osoba, która boi się o dziurę w CV, pomyśli sobie, że ma przed sobą 40 lat pracy i naprawdę jeden rok wielkiej różnicy nikomu nie zrobi. Wręcz przeciwnie potencjalny taka „dziura w CV” może okazać się niezłym plusem bo potencjalny pracodawca może pomyśleć sobie, że ma do czynienia z odważną, ciekawą osobowością. My cieszyliśmy się z faktu, że wyjeżdżamy wolni. Bez urlopów, bez przywiązania do czegokolwiek. To niesamowicie otwiera perspektywy. Nie wiedzieliśmy czy po powrocie wrócimy do Polski, czy może innego kraju europejskiego, a może do naszej wymarzonej Nowej Zelandii. Wszystko braliśmy pod uwagę. Po 8 miesiącach szczyt kryzysu gospodarczy był już za nami, i mieliśmy kilka świetnych konkretnych ofert do wyboru w Polsce, postanowiliśmy więc dać szanse Polsce. Do tej pory zastanawiamy się, co by było, gdybyśmy jednak odważyli się powalczyć za granica… Jeszcze kiedyś może spróbujemy.. Kto wie :)

Czy podróż zmieniła w jakiś sposób Was i Wasze życie?
Na pewno, nieodwracalnie! Ciężko wrócić do normalnego trybu życia po takiej podroży. Tyle się mówi o tzw. karierze, rozwoju osobistym, a to w czasie podroży tak naprawdę człowiek się uczy, wzbogaca swoja wiedze, nabiera perspektyw. Myśli, doznaje, przezywa. Odróżnia jeden dzień od drugiego. Chłonie życie i to co go otacza.
Podróże uczą rzeczy dużych – jak chociażby wrażliwości, pokazują nam też drobnostki. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że nie myjąc się przez kilka dni można się tak świetnie czuć, że spanie w namiocie w 8 stopniowym mrozie może nam – zmarzluchom sprawiać taką radochę. Nie wiedzieliśmy też, że można tak uwielbiać spędzanie ze sobą 24h na dobę!

Co jest najtrudniejsze w życiu po podróży?
To jest chyba najtrudniejsze pytanie. A może i najprostsze. Bo prawda jest taka – że najtrudniejszy jest fakt bezruchu, bycia w domu, nie-bycia w podróży. Pojęcie domu staje się względne. Oczywiście super jest się zobaczyć z rodziną, znajomymi. Super pójść do teatru i schabowego zjeść. Najfajniej byłoby jednak pocieszyć się tym przez nawet miesiąc i móc wyruszyć dalej.

Jedna rada na osoby, która chciałaby ale boi się.
Najłatwiej udowodnić sobie, że się da, próbując. Spakuj plecak i wyrusz do Maroka, na Ukrainę albo stopem do Gruzji. Blisko i na niedługi czas. W ramach urlopu. Jeśli poczujesz bluesa, odwaga przyjdzie sama! Ostrzegamy, nie odwracalnie!

6 polskich blogów z dobrą fotografią podróżniczą
Zdjęcie tygodnia - Pierwszy Raz

2 komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.