Jakiś czas po… – wywiad z Martą Greber

Wywiad z serii “Jakiś czas po …”, w którym osoby z podróżniczym doświadczeniem mówią o tym jak podróż zmieniła ich życie i dlaczego warto realizować marzenia.

Marta Greber – rocznik 1980 (ponoć najlepszy), urodzona w Warszawie, prawnik. Zawsze podróżuje z mężem Tomaszem, jedynie Amerykę Południową przejechała bez niego. Kocha jazdę autobusami i swój jedwabny mały śpiworek, w którym spać może we wszystkich warunkach. Swoje podróże relacjonuje fotograficznie i nie tylko na goldentimesnewwoman.com

Opowiedz w trzech zdaniach o swojej podróży. Gdzie byłaś? Jak długo ona trwała? Kiedy wróciłaś?

Moja podróż zaczęła się tak na prawdę od wyjazdu do Australii w 2007 roku. Tam złapałam bakcyla na poznawanie nowych miejsc. Kiedy stamtąd wyjeżdżaliśmy na początku 2009 roku, postanowiliśmy z Tomaszem przejechać przez Azję Pd-Wsch, Indie oraz Chiny. Po powrocie do Polski w 2010 roku nie potrafiłam wysiedzieć na miejscu, więc spakowałam plecak i tym razem sama ruszyłam do Ameryki Pd na 5 miesięcy. Z tułaczki wróciłam w marcu 2011.

O długich podróżach marzy prawie każdy, jednak tylko niektórzy ruszają w drogę. Co sprawiło, że postanowiłaś zmienić marzenie w czyny?

W naszym przypadku wystarczyły chęci. Pewnego dnia, mieszkając jeszcze w Sydney obudziliśmy się rano i zaczęliśmy rozmowę na temat Azji Pd-Wsch. W przeciągu miesiąca byliśmy spakowani i wyprzedani. Po kolejnym miesiącu spędzonym na jeżdżeniu vanem po Australii polecieliśmy do Malezji i tak się zaczęło. Podobnie rzecz wyglądała z wyprawą do Ameryki Południowej. Pewnego dnia zapytałam Tomasza, czy nie ma nic przeciwko, następnego dnia miałam już bilety, po miesiącu poleciałam. Najciężej jest podjąć decyzję o podróży.

Jak wyglądały przygotowania do podróży? Czy to był trudny proces? No i co z pieniędzmi? Spadek po cioci z Ameryki, bogaci rodzice, wygrana w loterii, czy może coś bardziej prozaicznego?

Proces był banalny. Przygotowania zaczął się od zakupu plecaka i butów no i na tym skończył. Nie było planu działania ani trasy, nie było szczepień (przed Ameryką Pd zaszczepiłam się na żółtą febrę). Po prostu polecieliśmy i z czasem odnaleźliśmy nasze ścieżki. Wiedzieliśmy, że lecimy do Malezji, do której nie potrzebujemy wiz i wiedzieliśmy, co chcemy tam zobaczyć, resztę ogarnęliśmy w trakcie. Nie ukrywam, że dobrym źródłem informacji praktycznych odnośnie wiz i pozwoleń był blog careerbreak, z którego korzystaliśmy.

Skąd pieniądze? Z oszczędności i z „majątku” wyprzedanego w Sydney. Nasza kanapa i łóżko pokryły miesiąc w Indonezji, książki zapłaciły za nurkowanie. Największym wydatkiem są bilety lotnicze, na miejscu można przeżyć za przysłowiową złotówkę. Azja Południowo Wschodnia nie musi być droga. W poszukiwaniu oszczędności przydają się przewodniki Lonely Planet. Trzeba zlokalizować najtańszy wskazany w nim hostel, po czym po pytać o ceny w hostelach przylegających. LP sprawia, ze ceny w danym lokum rosną, ale w jego okolicy powstają miejsca o wiele tańsze i prawdopodobnie ciekawsze. Najbardziej zaoszczędzić można na jedzeniu, wystarczy się przekonać do dań serwowanych na ulicy (zazwyczaj świeżych i smacznych) i omijać szerokim łukiem restauracje dla turystów.

Wiele osób rezygnuje z marzenia o podróżach, z obawy o swoje losy zawodowe i przyszłość (bo przecież nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś z roczną dziurą w CV no i trzeba płacić składki na ZUS, żeby zapewnić sobie emeryturę). Jak rozwiązałaś ten dylemat?

Nie miałam z tym problemu. W karierze zrobiłam sobie przerwę z chwilą wyjazdu do Australii. Tam z czasem odkryłam, że mogę robić w życiu również i inne rzeczy i na tym się skupiłam. Przyszły pracodawca z pewnością doceni Twoją determinację, ciekawość i zmysł organizacji – wszystkie potrzebne do podróżowania.

Nie można zamartwiać się o przyszłość i przez to rezygnować z marzeń. W firmie Tomasza rozpoczęła pracę 21 letnia praktykantka. Pewnego dnia powiedziała, że światło ją razi, po czym straciła przytomność. Po kilku godzinach przeszła operację mózgu i prawdopodobni nie wyjdzie nigdy ze śpiączki.

Czy podróż zmieniła w jakiś sposób Ciebie i Twoje życie?

Zdecydowanie. Odkryłam i dowiedziałam się wielu rzeczy o sobie. Po latach z włosami do pasa potrafiłam ogolić głowę, bo było mi za gorąco i w moim budżecie nie mieściła się łazienka z ciepłą wodą. Nauczyłam się spać we wszystkich możliwych warunkach, choć czasem tęskniłam za ciepłym łóżkiem i kuchnią z gorącą herbatą na odległość kilku kroków. Zdecydowanie zaczęłam o wiele bardziej doceniać chwilę obecną i cieszyć się nią. Dodatkowo stałam się bardziej otwarta na nowe znajomości i na ludzi. Zwłaszcza w Ameryce Południowej, po której podróżowałam sama odkryłam, że w wyjątkowo łatwy sposób przychodzi mi zagadywanie osoby siedzącej obok w autobusie czy backpackersów w hostelach. Od razu pojawiały się wspólne tematy i nie rzadko kończyło się na wspólnym podróżowaniu przez kilka dni.

Co jest najtrudniejsze w życiu po podróży?

Życie bez podróży, powrót do rzeczywistości. Uwielbiam się przenosić, poznawać, dotykać, znajdywać. W pierwsze dni po powrocie uderza jetlag i świadomość, że już się wróciło. Już nie trzeba pędzić na autobus czy chodzić w poszukiwaniu hostelu, jedzenia. Jestem w domu. Po pierwszym szoku okazuje się, że podróżowanie sporo dało. Patrzy się na swoje miasto świeżym okiem, dostrzega nowe miejsca, nagle pojawia się ochota na nietypowe organizowanie czasu wolnego. Potem ogląda się zdjęcia i przypomina wszystkie genialne momenty i wspaniałe miejsca. Pozostają wspomnienia i nowe znajomości. A to dużo.

Jedna rada na osoby, która chciałaby ale boi się.

Pakuj się i jedź! Nasi rodzice również marzyli o wielkich podróżach, z tym, że oni (w większości wypadków) nie mięli takiej możliwości. Ty ją masz, możesz się spakować i jechać choćby jutro. Często słyszałam pytanie, czy się nie boję jeździć sama, bo to przecież niebezpieczne. Nie bałam się, bo nie prowokowałam niebezpiecznych sytuacji. Ludzie na świecie są bezinteresownie pomocni, uprzejmi i życzliwi. Kilkukrotnie zdarzyło mi się, że w trakcie kilkugodzinnej jazdy autobusem dostawałam darmową lekcję hiszpańskiego i wskazówki gdzie warto jechać, a gdzie może mniej. Poza tym myślę, że bardziej powinnam się bać samotnego wieczornego spaceru po warszawskiej Pradze, niż po Sucre w Boliwii.

Jak w sklepie z zabawkami, czyli targ rybny w Sydney
Zdjęcie tygodnia - Skippy i Skippy

2 komentarze

  1. Świetny wywiad, dodaje wiary w to, że można !!!

    Post a Reply
  2. Jedyne czego ludziom zadroszczę to spontaniczności i wrażenień jakich dostarczają podróże. Bardzo się przyjemnie czytało co Marta napisała. Pozdrowionka

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.