Jakiś czas po… – wywiad z Basią i Grzegorzem

Wywiad z serii “Jakiś czas po …”, w którym osoby z podróżniczym doświadczeniem mówią o tym jak podróż zmieniła ich życie i dlaczego warto realizować marzenia.

Basia i Grzesiek (niektórym znani jako BiG) pochodzą z Wrocławia. Od 2000 roku mieszkają w Londynie. Basia pracuje jako architekt, Grzesiek jest szefem IT w firmie architektonicznej. O ich podróży można przeczytać na www.bigroundtheworld.com

Opowiedzcie w trzech zdaniach o swojej podróży. Gdzie byliście? Jak długo ona trwała? Kiedy wróciliście?

Nasza podróż trwała równo 12 miesięcy. Byliśmy w Singapurze, Malezji, Tajlandii, Kambodży, Hong Kongu, Chinach, Mongolii, Wietnamie, Laosie, Nepalu, Indiach, Japonii, Hawajach, południowozachodnich stanach USA, Meksyku, Chile, Argentynie, Boliwii, Peru i Brazylii. Wróciliśmy do Europy na początku czerwca 2010 r., a do „Matrixa” w październiku 2010 r.

O długich podróżach marzy prawie każdy, jednak tylko niektórzy ruszają w drogę. Co sprawiło, że postanowiliście zmienić marzenie w czyny?

Nigdy, ale to przenigdy nie planowaliśmy podróży wokół całego świata. Nie należymy do ludzi wybitnie odważnych czy przebojowych, a patrząc z dzisiejszej perspektywy pewnie gdzieś głęboko tkwił w nas typowy dla wielu strach przed dzikim nieznanym światem i czyhającymi zewsząd niebezpieczeństwami. Strach chyba mający coś wspólnego z wyniesionym z Polski (i ogólniej Europy) przeświadczeniem, że nie można ufać obcym. Nie żeby wszędzie poza Europą wszyscy wszystkim ufali, ale, zgodnie z tym, co czytamy w innych wywiadach, naprawdę jest w świecie wiele dobrych, uczciwych i życzliwych ludzi, warto się samemu o tym przekonać.

Od momentu, kiedy zaczęło nas być na to stać, staraliśmy się spędzać każde wakacje w jakimś ciekawym nowym miejscu, jednak trzymaliśmy się zawsze Europy. Raczej nie mieliśmy złudzeń co do tego, że kiedyś będziemy dysponować taką gotówką, jaka nam się wydawała konieczna do realizacji dłuższej podróży. Dopiero w 2006 roku odważyliśmy się na pierwsze wakacje na innym kontynencie – były to trzy tygodnie w Argentynie i Chile. Zachęceni odniesionym sukcesem, od tamtej pory nosiliśmy w sobie bardziej marzenie niż realny zamiar wyjazdu na dłużej w tamte rejony, może połączonego z nauką języka hiszpańskiego. Niecałe dwa lata później, dość przypadkowo (zaproszenie na wesele przyjaciół) odbyliśmy nasze drugie południowoamerykańskie wakacje, tym razem do Boliwii i Peru.

O naszej BiG-podróży ostatecznie zadecydował kryzys gospodarczy. Mimo, iż obydwoje mieliśmy satysfakcjonujące nas prace, to liczyliśmy się z tym, że nasza branża będzie przez kryzys dotkliwie dotknięta. Sytuacja pogarszała się dosłownie z tygodnia na tydzień. Wielu znajomych architektów zatrudnionych w różnych firmach straciło wtedy pracę. Zaczęło się w grudniu 2008 r. – Basi pracodawca zwolnił pierwsze dwadzieścia osób, ale obiecał, że jeśli będą kolejne zwolnienia, to dopiero w kwietniu 2009 r. Niestety, już w styczniu 2009 r. padł projekt, nad którym pracowała, więc dyrekcja, chcąc uniknąć zwolnień grupowych, zaoferowała tym, którzy chcieliby odejść na ochotnika w ciągu najbliższych 2 tygodni, odprawę w wysokości czteromiesięcznej pensji, i to nieopodatkowanej. Początkowo nie braliśmy tej oferty w ogóle pod uwagę, bo byliśmy oboje zdeterminowani jakoś sobie w tym kryzysie radzić, zresztą… wziąć odprawę i co dalej? Szukać pracy, której znalezienie w Londynie zaczynało graniczyć z cudem…? Pomysł podróży wcale nie był brany pod uwagę. Minął tydzień, może dziesięć dni, i w końcu siedliśmy i wykalkulowaliśmy, że prawdopodobieństwo jej zwolnienia w kwietniu jest duże, przepracuje więc te trzy miesiące ciągle stresując się, co to będzie… może jednak lepiej wykorzystać to, że jest możliwość zadecydowania samemu o swoim losie, a nie być marionetką w cudzych rękach. Zdaliśmy sobie też sprawę, że ta odprawa to jest sporo pieniędzy, które dodatkowo kupią więcej gdzieś poza Europą, i tak zrodził się pomysł podróży.

Gdy nazajutrz Basia oznajmiła w pracy, że chce skorzystać z oferty, usłyszała, że „no nie wiadomo, czy akurat tobie pozwolimy odejść, musimy przeanalizować sytuację”, że ma czekać na odpowiedź. W ten sposób stres „że mnie zwolnią” z dnia na dzień zmienił się w stres „że mnie nie zwolnią” :-)

Ostatecznie wyszło tak, jak chcieliśmy. Można powiedzieć, że Basi pracodawca – bless him :) – popchnął nas do działania. Na pewno w ostatecznej decyzji pomógł fakt, że nie mieliśmy obciążeń typu kredyt mieszkaniowy, dzieci, ciąża itp.

Jak wyglądały przygotowania do podróży? Czy to był trudny proces? No i co z pieniędzmi? Spadek po cioci z Ameryki, bogaci rodzice, wygrana w loterii, czy może coś bardziej prozaicznego?

Przygotowania nie były szczególnie długie lub szczegółowe. Po tym, jak Basia odebrała odprawę, mieliśmy jakieś trzy miesiące żeby zwinąć graty, podomykać wszelkie sprawy itd.

Jako że tliło się gdzieś to dawne marzenie, początkowo miała być tylko Ameryka Południowa, ale dość szybko zorientowaliśmy się, że bilet „round the world” nie kosztuje dużo więcej niż powrotny w jedno tylko miejsce, więc czemu nie skorzystać z takiej okazji…

Zaczęliśmy czytać o podróżach, przeglądać albumy, mapy, internet. Bardzo zainspirowała nas książka Kingi Choszcz Prowadził nas los. Naczytaliśmy się z podziwem o jej i Szopena praktycznie zero-budżetowej podróży. To z tej książki dowiedzieliśmy się o organizacji Servas, do której też zapisaliśmy się, i szybko okazało się, że był to wspaniały pomysł. Spania w hotelach i obracania się w towarzystwie innych podróżników nie można nawet porównać do doswiadczeń, jakie daje mieszkanie w domu u „tubylców”. Wprawdzie wymaga to samoorganizacji, zaangażowania i może na dłuższą metę być męczące, ale było warto, daje podróży inny, pełniejszy wymiar. Dodatkową inspiracją był blog Gochy i Konrada (kogo.republika.pl), który do tej pory uważamy za jedną z lepszych i ciekawszych relacji z podróży.

Trasę mieliśmy z grubsza ustaloną na jakiś miesiąc przed wyjazdem, zmusił nas do tego bilet lotniczy. Korzystanie z biletu „round the world” ma swoje plusy i minusy. Do tych ostatnich na pewno zaliczylibyśmy ograniczenie czasowe (maks. rok) i sztywny harmonogram (nieodpłatnie można było zmieniać daty, ale niestety jakiekolwiek zmiany trasy słono kosztowały).

Nie kupowaliśmy przewodników na więcej, niż następne dwa-trzy kraje. Sporo ciekawych informacji znaleźliśmy na internecie, bardzo przydatna przy zgrubnym planowaniu „dokąd jechać” była świetna strona travelindependent.info, a wspomagaliśmy książkowe przewodniki inną świetną stroną wikitravel.org. Dokładne ustalenia co do programu podróży powstawały zawsze na miejscu, nie staraliśmy się rezerwować z wyprzedzeniem np. hoteli, bo to jednak ogranicza swobodę, która przecież też jest istotnym elementem takiej podróży.

Co do finansów – jakąś jedną trzecią kosztów pokryła Basi odprawa. Reszta to nasze oszczędności (nawet udało się wszystkiego nie wydać!), trochę grosza dorzuciła rodzina. Nie chcemy nikogo mamić mówiąc, że najważniejsze są marzenia (pamiętam spotkanie z akwizytorem Amway’a sprzed 15 lat, też to powtarzał); podróżowanie nie jest tanie, a po drodze wszędzie są atrakcje, za które trzeba zapłacić. Telepać się ileś tysięcy kilometrów tylko po to, żeby stwierdzić, że mnie nie stać na przejazd, przelot, na wstęp, na opłatę w parku narodowym czy coś w tym stylu, to strata okazji.

Wiele osób rezygnuje z marzenia o podróżach, z obawy o swoje losy zawodowe i przyszłość (bo przecież nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś z roczną dziurą w CV no i trzeba płacić składki na ZUS, żeby zapewnić sobie emeryturę). Jak rozwiązaliście ten dylemat?

W powyższym jest wiele prawdy – tak, będzie dziura w CV jeśli chodzi o doświadczenie zawodowe. Na pewno znajdą się też tacy pracodawcy, którzy będą woleli zatrudnić kogoś, kto ‚jest na bieżąco’. Pytanie, czy chcielibyśmy pracować dla kogoś, kto nie rozumie, jak podróżowanie pozytywnie wpływa na nasz rozwój jako osoby :)? Wiele zależy od tego, co się w życiu robi. W naszym przypadku ten negatywny aspekt przerwy i niebycia na bieżąco nie miał praktycznie znaczenia (może mieliśmy dużo szczęścia…?). Rok to stosunkowo niewiele, o ile już się te parę lat przepracowało w zawodzie…

Podróż jest jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem i daje ogromne choć niewymierne korzyści, wzbogaca, pomaga rozprawić się na dobre ze stereotypami, jakimi karmi nas ten świat, itp itd. Ktoś powiedział, że nikt na łożu śmierci nie żałuje, że za mało czasu spędził przy biurku w pracy po godzinach… :-) W życiu są inne wartości niż bycie wspaniałym pracownikiem.

Nie przesadzalibyśmy natomiast z opowiadaniem na prawo i lewo o tym, że podróż czyni nas unikalnymi i zainteresuje wielu pracodawców. Owszem, zainteresuje to niejednego, ale rozsądny pracodawca bierze inne rzeczy pod uwagę niż fakt, że odwiedziło się dziesiątki krajów, zresztą takich podróżników jest wśród nas już całkiem sporo. Podróżowanie po świecie przestało być elitarne.

Sprawę składek emerytalnych przemilczymy… nigdy jej nie rozważaliśmy. Możnaby zaryzykować stwierdzenie, że wspomnienia z podróży są bezcenną składką na emeryturę :)

Czy podróż zmieniła w jakiś sposób Was i Wasze życie?

Wiele osób o tym już pisało, więc nie będziemy powtarzać w nieskończoność tego, co zostało już w tej serii wywiadów powiedziane.

Z korzyści doraźnych – w ciągu ostatnich miesięcy podróży dopięliśmy swego i osiedliśmy na dłużej w Boliwii aby się uczyć hiszpańskiego. Chociaż nie możemy się pochwalić biegłą znajomością tego języka, to przynajmniej możemy się swobodniej poruszać po hiszpańskojęzycznych krajach.

Tak ogólniej, najbardziej chyba cenimy ten wewnętrzny spokój, jaki osiągnęliśmy, i który ciągle trwa – to bardzo trudne do opisania. Lepiej dostrzegamy jak małe znaczenie mają różne sprawy, nie stresujemy się nimi niepotrzebnie, cieszymy się chwilą, dostrzegamy dysproporcje w świecie i chyba lepiej je rozumiemy… Mamy dość lekkoduszne podejście do dóbr materialnych. Podchodząc do pytania bardziej filozoficznie – możnaby powiedzieć, że całe życie to swego rodzaju podróż. Staramy się już nie myśleć, że coś w naszym życiu jest „na stałe”, bo los nam wielokrotnie udowodnił, że takie myślenie to błąd.

Co jest najtrudniejsze w życiu po podróży?

Narzekanie na jakiekolwiek trudności byłoby w naszym przypadku niewdzięcznością wobec losu, który nam nie poskąpił po powrocie.

W naszym przypadku nie było żalu, że to już koniec; przyszedł ten moment, w którym dosyć mieliśmy tułaczki i zapragnęliśmy mieć znowu własne łóżko i kibel :-)

Co do powrotu do społeczeństwa – najtrudniejszy jest chyba „syndrom Neo” (tego z Matrixa :-) ) – ponieważ już raz wydostaliśmy się z „Matrixa”, trudno nam ponownie przystosować się do życia wśród ludzi, dla których naczelne wartości w życiu to dom, samochód, nowy telefon itd.

Jest gdzieś tam w głębi poczucie utraconej niewinności, która przychodzi z naocznym doświadczeniem niesprawiedliwości i nierówności w świecie. Uświadomiliśmy sobie bardzo wyraźnie, że należymy do tej szczęśliwszej mniejszości mieszkańców tej planety, którzy mają dostęp do wszelkich dobrodziejstw cywilizacji; można zaryzykować, że to, co mamy, mamy niejako kosztem tych, co tego nie mają. Dlaczego? Bo wyobraźmy sobie, że każdy mieszkaniec planety (a jest nas już prawie 7 miliardów) ma telewizor, pralkę, lodówkę, samochód, że lata samolotem, że zużywa tyle energii ze źródeł nieodnawialnych co przeciętny mieszkaniec bogatego świata, itd. Co to oznacza? Wielką katastrofę ekologiczną, rychłe wyczerpanie surowców, lawinowo postępujący efekt cieplarniany, góry śmieci… na dłuższą metę Ziemia by tego nie przetrzymała. To, że do tego jeszcze nie doszło „zawdzięczamy” temu, że przeciętny mieszkaniec planety zadowala się dostępem do ułamka tego wszystkiego, do czego my mamy dostęp i co instynktownie uważamy, że się nam „należy”.

Jedna rada dla osoby, która chciałaby ale boi się.

Jak byłam małą dziewczynką i bałam się coś zrobić albo gdzieś pójść, to mój Tata mawiał: ‚ To bój się i idź!’

My za nim powtarzamy: ‚Bój się i jedź’! Zamień ten strach w pozytywną energię i entuzjazm. To odnosi się przecież do wszystkiego – nie tylko do podróżowania, ale do każdego aspektu życia.

Szerokiej drogi!

Złota jesień, prawie jak w Polsce
Zdobywamy Kościuszkę

2 komentarze

  1. To najciekawszy wywiad, jak do tej pory! Jestem pod wrażeniem dochodzenia do decyzji rocznej podróży i o dalszym rozstawaniu się z nią.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.