Jakiś czas po … – wywiad z Agnieszką i Maćkiem

Wywiad z serii „Jakiś czas po …”, w którym osoby z podróżniczym doświadczeniem mówią o tym jak podróż zmieniła ich życie i dlaczego warto realizować marzenia.

Aga i Maciek to 30-kilku latkowie, którzy aby zrealizować marzenie o Ameryce Łacińskiej rzucili pracę i wyjechali w siedmiomiesięczną podróż. Relację z tej podróży możecie przeczytać na www.agaymac.com

1. Opowiedzcie w trzech zdaniach o swojej podróży. Gdzie byliście? Jak długo ona trwała? Kiedy wróciliście?

Nasza podróż trwała siedem miesięcy, podczas których przemieżyliśmy czternaście niesamowitych krajów Ameryki Południowej i Środkowej. Zaczęlismy w Brazyli, Rio de Janeiro w styczniu 2010, nastepnie kierowaliśmy się na południe kontynentu do Ushuaia, zwanego końcem świata. Jak już tam dotarliśmy, to obraliśmy kierunek na północ i zakończyliśmy w Mexico City końcem sierpnia 2010.

Aya i Mac

2. O długich podróżach marzy prawie każdy, jednak tylko niektórzy ruszają w drogę. Co sprawiło, że postanowiliście zmienić marzenie w czyny?

To fakt, marzenia o długich podróżach towarzyszyły nam od zawsze. Od czasu do czasu zaspokajaliśmy zew podróży krótkimi wypadami, ale wiedzieliśmy, że to nigdy nie będzie w stanie nas stuprocentowo usatysfakcjonować. Nie chceliśmy kolejnych dwutygodniowych wakacji, najlepiej, żeby czas nie stanowił żadnego ograniczenia. W pewnym momencie pojawił się taki zew, z którym trudno było walczyć. To było silniejsze od nas, a też jakoś szczególnie nie chceliśmy z tym walczyć, bo wiedzieliśmy, że to może prowadzić do czegoś pięknego. Tłumienie w sobie ochoty na doświadczanie świata w tak najbardziej naturalny i kompleksowy sposób, jakim są podróże, to nic dobrego. Dlatego postanowiliśmy zebrać wszystkie siły, żeby wyjechać i sprobówac żyć w drodze. Poza tym fakt, że pewnego dnia możemy obudzić się ze świadomością działania wbrew samym sobie pewnie by nas dobiła. Że mogliśmy to zrobić, a nie zrobiliśmy, bo pieniadze, dziura w życiorysie, kredyt, mieszkanie. Człowiek to taka dziwna istota, która znajdzie masę wymówek które przesłaniają cel. Tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie i jeśli czegoś w głębi duszy pragniesz, to to osiągniesz. Generalnie od początku wiedzieliśmy, że musimy wyjechać gdzieś do Ameryki Łacińskiej, bo tam nas najbardziej ciągnęło. Mieliśmy takie wyobrażenie o dzikości i zróżnicowaniu tego kontynentu, począwszy od Amazońskiej dżungli, poprzez misyczny świat Inków i Majów, jak rówież druga co do wielkości na świecie rafa koralowa wzdłuł wschodniego wybrzeża Ameryki Środkowej. Poza tym, a chyba najbardziej, to fascynowły nas wysokie góry, z którym nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji się zmierzyć. Tam w głównej mierze nas ciągnęło i to właśnie Peruwiaśskie i Boliwijskie Andy, jak i obszary Patagonii zostawiły z podróży najpiękniejsze wspomnienia. Jednym slowem dzikość przyrody, to był jeden z głównych powodów, dlatego Ameryka Łaciśska.

Mieszkając przed wyjazdem przez kilka lat w Londynie poznaliśmy mnóstwo ludzi z Ameryki Południowej i to też w dużej mierze przyczyniło się do decyzji wyjazdu w te tereny. Urzekła nas ich życzliwości i pogoda ducha. Chcieliśmy jeszcze bardziej poobcować z Latynosami i ich barwną kulturą. Bedąc w drodze spotykaliśmy mnóstwo ludzi. Znajomość, a raczej nieznajomość naszego hiszpańskiego początkowo mocno nas ograniczała w kontaktach z lokalsami, toteż proces uczenia się jezyka był mocno przyspieszony. Unikaliśmy miejsc, które były nastawione na turyste z tzw. zachodu, czyli USA, Europa Zachodnia. Więcej czasu chcieliśmy spędzać z lokalsami, móc obserwować ich zwyczaje, codzienność życia, obcować na łonie natury. Jedna trzecia nocy kempingowaliśmy. Na naszej drodze pojawiali się też i tacy, którzy postrzegaja nas białych, gringo, jak maszynki do robienia pięniedzy, ale to też trzeba wpisać w całokształt doświadczenia. Podsumowując, od marzenia zaczyna się wszystko, a Ty musisz tylko pomóc mu rozkwitnąć.

Aya i Mac

3. Jak wyglądały przygotowaniach do podróży? Czy to był trudny proces? No i co z pieniędzmi? Spadek po cioci z Ameryki, bogaci rodzice, wygrana w loterii, czy może coś bardziej prozaicznego?

Mentalnie to zaczęliśmy się przygotowywać do wędrówki jakiś rok wcześniej. Na planowanie trasy przyszedł czas jakieś cztery miesiące przed wyjazdem. Nie mieliśmy mocno napiętego planu, to znaczy wiedzieliśmy mniej więcej gdzie chcemy jechać, albo nam się wydawało, że gdzieś musimy być. Znalismy kierunek, najpierw na południe kontynentu, a później już tylko na północ, z małymi wahaniami wschód-zachód. Dużo czasu spędziliśmy na czytaniu książek i blogów ludzi, którzy coś podobnego zrobili. Bardzo pomocne okazały się wszelakie fora turystyczne. Zaczęliśmy uczyć się hiszpańskiego z programem Roseta, zapisaliśmy się też na kurs językowy. W Londynie istnieją też takie miejsca typu „my english for your spanish”, gdzie można popraktykować swój hiszpanski. Maciek zaczął projektować nasz blog, co trwało jakieś trzy miesiące. Kompletowaliśmy sprzęt, tj śpiwory, namiot, plecaki itd. Fakt, był to dość napięty okres, ale głównie dlatego, że był to nasz pierwszy tego typu wyjazd. Drugi będziemy pewnie przygotowywać znacznie bliżej daty wyjazdu. Początkowo mieliśmy wyjechać na trzy miesiące, ale z czasem doszło do nas, że na to, gdzie chcemy być i co chcemy zrobić potrzebujemy co najmniej pół roku.

Co do finansowania podróży, to obliczyliśmy ile mniej więcej potrzebujemy na dzień w danym kraju, pomnożyliśmy przez liczbę dni i zaczęliśmy tę kwotę gromadzić. Trwało to kilka miesięcy. Generalnie musisz być w stanie wypracować w sobie pewne mechanizmy oszczędzania, jeśli z natury nie jesteś oszczędny. Wszczep sobie taką świadomość tego, że każda złotówka, a w naszym przypadku funt na poranną kawę przed pracą, to na przykład duży obiad w Boliwii. To działa. Kasę mieliśmy na koncie, do którego karty nie braliśmy ze soba. Dodatkowa zamówiliśmy dwie karty do tzw pre-paid (http://www.fairfx.com/ i http://www.caxtonfx.com/), które sa bezprowizyjne na wypłaty w bankomatach i płatności za granicą UK. Najwięcej mieliśmy na koncie jakieś $200, więc to było najwieksze ryzyko utraty, z jakim musieliśmy się liczyć. Czas napięty, ale ekscytujący, bo w końcu czekaliśmy na podróż naszego życia.

4. Wiele osób rezygnuje z marzenia o podróżach, z obawy o swoje losy zawodowe i przyszłość (bo przecież nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś z roczną dziurą w CV no i trzeba płacić składki na ZUS, żeby zapewnić sobie emeryturę). Jak rozwiązaliście ten dylemat?

Za dużo rzeczy w życiu trzeba. Często zapominamy o tym, że najważniejsze jest to, że trzeba życ w zgodzie z sobą. Znaleść wewnętrzną równowagę i harmonie. Reszta przyjdzie później. Jeśli czujesz, że musisz się ruszyć, bo życie Ci ucieka, to się rusz. Wiem, wiem frazes, ale tak to działa. Krótko po powrocie do Londynu oboje dostaliśmy oferty od firm, w których wcześniej pracowaliśmy. Aga z tej oferty skorzystała, a Maćkowi po tygodniu zaproponowano lepszą ofertę w innej firmie, z której skorzystał. W CV wpisaliśmy: Backpacking South and Central America. Brytyjski pracodawca nie ma problemu ze zrozumieniem, że ktoś robi career break, a wręcz jest to tutaj uznawane za coś normalnego, jako jedna z form samorealizacji.

5. Czy podróż zmieniła w jakiś sposób Was i Wasze życie?

Podróż zmieniła nas diametralnie. Mamy więcej energii i takiego optymistycznego podejścia do rozwiązywania problemów. Latynoskie „no problema amigo” zostawiło ślad na naszej psychice. Odkryliśmy nowe pasje w życiu, które zaczęliśmy bądź powoli planujemy kontynuować. Ale przede wszystkim, to zachorowaliśmy na najpiękniejszą chorobę, jaką jest uzależnienie od podróżowania.

Aya i Mac

6. Co jest najtrudniejsze w życiu po podróży?

Dla nas był to brak własnego mieszkania. To paradoksalne, bo przecież nie mieliśmy stałego miejsca przez siedem mięsiecy. Przez cztery tygodnie pomieszkiwaliśmy u naszych przyjaciół i lataliśmy w kółko Londyn – Kraków. W tym czasie wszystkie nasze rzeczy były w magazynie pod Londynem. Brakowało nam też takiego latynoskiego chaosu, ulic tętniących życiem, nieprzewidywalności.

Mieliśmy obawy, że trudno będzie ponownie wejść w bardzo uporządkowany schemat brytyjskiego życia. Poza tym dobiła nas trochę londyńska pogoda i trudno było się przestawiż z żaru tropikow na jakieś śmieszne 5°C. Do trybu pracy 9-5 przestawiliśmy się w miarę bezboleśnie, ale kryzys przyszedł po trzech miesiącach, kiedy to zdaliśmy sobie sprawę, że nie jest to do końca forma pracy dla nas. Ciągle myślimy co zrobić w tym kierunku, żeby to zmienic.

7. Jedna rada dla osoby, która chciałaby ale boi się.

Pójdź za sloganem Nike (Just do it) ;) Ale tak na poważnie, to pomyśl, co Cię omija, jak siedzisz w jednym miejscu, świat tętni życiem, to wszystko jest na wyciągnięcie Twojej dłoni. Świat nie jest taki groźny, jak nam się może wydawać. Znaj swoje granice. Jeśli nie prowokujesz losu, to los Ci będzie sprzyjał. Jeśli obawiasz się długich wypraw, to wybierz się na dwa, trzy tygodnie w mniej egzotyczne destynacje. Weź sprawy w swoje ręce i zorganizuj wszystko bez udziału biur podróży, pośredników. Poczuj odpowiedzialność za swoje decyzje. Jeśli raz poczujesz zew podróży i za nim pójdziesz, to gwarantuję Ci, ze już nigdy nie wrocisz do poprzedniego JA.

O podróży Agniszki i Maćka można przeczytać na www.agaymac.com

4 rzeczy, których nie lubię w Sydney
Zdjęcie tygodnia: Magia

1 komentarz

  1. Uwielbiam muzykę.Zajmuje się produkcją.Mój rozwój zawodowy zbyt szybko postępował (za dużo sukcesów, które nie dają wcale takiej satysfakcji) i miałem naprawdę mało czasu na realizację pasji.Podjąłem wreszcie decyzję.Zmieniam pracę na inną.Na taką, która pozwoli mi utrzymać stały dochód ale także zajmować się swoją pasją.Pod koniec kwietnia zamierzam wydać płytę wraz z kilkoma znajomymi.Wreszcie coś ruszyło.Chcę realizować swoje marzenie.Nie wyjdzie to trudno ale spróbować muszę bo drugiej młodości nie dostanę.Realizujcie marzenia póki możecie bo potem może być po prostu za późno.W polsce jest o tyle trudniejsza sytuacja, że finansowo jest dużo ciężej realizować takie marzenia jak wasze.Sam od dziecka podróżowałem i muszę przyznać po 2 latach przerwy od wakacji po prostu muszę przyznać , że podróże mogą uzależnić.
    I nie mam na myśli tutaj kwaterowania się w ***** hotelach tylko o namiocie, przyczepie itp.
    Tylko taka forma pozwala scalić się z otaczającą nas naturą.Realizujcie marzenia póki jesteście młodzi bo potem człowiek musi po prostu przetrwać, zapewnić byt swojej rodzinie.
    Jeżeli marzenie może stać się także waszą pracą to zróbcie to!Człowiek wtedy może być naprawdę w pełni szczęśliwy i spełniony.

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Wywiad z nami na careerbreak.pl | Reality is good - […] Wywiad znajdziecie TUTAJ […]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.