Podróże kształcą

Mówi się, że podróże kształcą i jest to święta prawda. Także nasza krótka i maksymalnie improwizowana road trip przez odludzia Nowej Południowej Walii nauczyła nas kilku rzeczy.

Po pierwsze, lato to zdecydowanie nie jest dobra pora na wyjazd na outback. Nie dość, że gorąco to w dodatku populacja komarów tak w tym okresie gęstnieje, że momentami człowiek czuje się osaczony. Jednego wieczoru odjechaliśmy kawałek od kempingu, żeby zrobić zdjęcia gwiazdom (plan się nie powiódł, bo przyszły chmury) i gdy tak siedzieliśmy sobie cichutko w samochodzie czekając aż zrobi się zupełnie ciemno, doznaliśmy szoku, gdy ciszę kompletnie zagłuszyło głośnie bzykanie milionów komarów.

Po drugie, miniaturowy samochód w stylu Hyundaya Getz jaki sobie wypożyczyliśmy, sprawdza się tak długo jak długo pozostaje się na drogach z asfaltową powierzchnią. A Outback ma to do siebie, że spora część dróg takowej nawierzchni nie posiada.

Kombinacja tych dwóch rzeczy – upał i niewłaściwy samochód – sprawiły, że nie udało nam się zobaczyć tego co co wymyśliliśmy, że chcemy zobaczyć, czyli dwóch parków narodowych – Kinchenga oraz Mungo. Do Kinchenga nawet wjechaliśmy i zostaliśmy w nim kilka godzin, ale stan dróg nie pozwolił nam na zobaczenie w parku wszystkiego na co mieliśmy ochotę. Do Munga nie pojechaliśmy w ogóle. Bo gdy rano zjawliśmy się w informacji turystycznej miasteczka Wentworth (najbliższa od parku dziura) i usłyszeliśmy w co się pakujemy, to postanowliśmy dać sobie spokój. Ponad 100km dojazdu drogą bez nawierzchni, na miejscu żadnej infrastruktury, żadnego pracownika parku narodowego, ba – żadnego cienia. No i temperatury w granicach 45 stopni. Szczególnie ten brak cienia dał nam do myślenia, bo planowaliśmy w parku rozbić namiot i zostać tam na noc. Więc Mungo sobie odpuściliśmy.

Ale i tak było super :) Bo dzięki oszczędzeniu jednego dnia zobaczyliśmy jak się strzyże owce, o czym będzie w następnym odcinku.

Park Narodowy Kinchenga

Wydmy Perry w okolicy miasteczka Wentworth

Woggan-ma-gule
Broken Hill, a w zasadzie okolice

4 komentarze

  1. My byliśmy kiedyś w Mungo osobową mazdą. W Mildurze jest zawsze informacja, czy droga jest przejezdna dla samochodów 2WD. Z drugiej strony wynajętego auta 2WD nie wolno zabierać poza asfalt i to był chyba Wasz ból.

    Aha, na miejscu jest infrastruktura, pod samym jeziorem Mungo jest biuro parku, woda, toaleta i nawet kilka pokoi hotelowych.

    Post a Reply
    • Droga byla przejezdna tego dnia dla naszego auta. Kobieta w informacji powiedziala nam, ze tego dnia nie bedzie w parku zadnego rangera, wiec jesli cos by sie stalo to bylaby tzw. dupa. Jechaniem autem z wypozyczalni bylismy gotowi zaryzykowac. Problemem bylo raczej kampowanie w temperaturze 45 stopni przy braku cienia i w otoczeniu miliona komarow. Okres grunia/stycznia to zdecydowanie nie jest pora na wizyte w takich miejscach :)

      Post a Reply
  2. Byliśmy z tym moim w styczniu w okolicach Sydney i wpadliśmy na pomysł, żeby przejechać się po okolicznych parkach narodowych. Wypożyczylismy auto, i trafił nam się właśnie taki Hyunday Getz :D.
    Muszę powiedzieć, że auto ‚dało radę’ mimo początkowych obaw, ale jak jechało pod górkę, to wspieraliśmy je chórlanym ‚ciuf, ciuf, ciuf, ciuf…’ :D
    Podczytuję twoje blogi już od jakiegoś czasu, są bardzo inspirujące :-)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.