Broken Hill, a w zasadzie okolice

Spodziewaliśmy się ciągnącej się po horyzont czerwieni. I im bardziej zbliżaliśmy się do Broken Hill tym bardziej byliśmy zdziwnieni, że tak jej mało. Zamiast czerwieni dominowała wypłowiała od słońca zieleń. Jak później dowiedzieliśmy się od lokalsów, deszczu spadło w tym roku tyle, że pustynia ożyła jak nigdy.

W pobliskim Silverstone, opuszczonym miasteczku słynnym z reklam piwa i filmu Priscilla – Queen of the Desert, miano kręcić kolejną część Mad Maxa, ale podobno producenci kazali czekać, że zieleń uschnie i znów zrobi się czerwono. Bo zieleń jakoś nie bardzo pasowała im do filmu, którego akcja zasadniczo dzieje się przecież na pustyni. Trudno się z tym nie zgodzić.

Zjechaliśmy większość lokalnych atrakcji, w tym niesamowite miejsce pod tytułem Sculpture Symposium, które jest kolekcją 12 rzeźb stworzonych w 1993 roku przez artystów z całego świata. Miejsce owo zyskało sobie miano najlepszej w okolicy miejscówki na oglądanie zachodu słońca. Zeszło się więc wieczorem trochę osób,  które z niezrozumiałych nam powodów przez dobre 20 minut gapiły się w rażące, zachodzące słońce, podczas gdy rzeźby magicznie zmieniały kolory. Wyglądało na to, że tylko my to zauważamy. Reszta skupiona była na robieniu zachodowi słońca zdjęć z fleszem.

Po dwóch nocach w Broken Hill wymyśliliśmy sobie, że pojedziem zobaczyć dwa okoliczne parki narodowe. Plan w 70% nie powiódł się. O czym będzie w następnym odcinku.








Podróże kształcą
Droga

7 komentarzy

  1. Uwielbiam po prostu tych amatorow fotografii, ktorzy naduzywaja lampy blyskowej :)

    Post a Reply
  2. hm.. a ja mam takie pytanie, troche od czapy. Z czego tam ludzie zyja?

    Post a Reply
  3. Największa firma Australii, BHP Billiton, ma siedzibę w Melbourne, ale wywodzi się właśnie z Broken Hill (pełna nazwa brzmiała: Broken Hill Proprietary).
    Broken Hill to srebro, ołów i cynk.
    Zabawne jest to, że miasto, mimo iż położone w NSW, strefę czasową ma z Adelajdy, pół godziny w tył.
    Czytam Magdy relację z uwagą, bo BH jest na naszej liście wakacyjnej wysoko.

    Post a Reply
  4. Nooo, to się chyba minęliśmy… Wy wracając, a my jadać z Sydney na zachód…

    Post a Reply
    • much nie było, ale za to tylu komarów co tam, to w życiu wcześniej nie widziłam

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.