Droga

Celem było miasteczko Broken Hill. To dokładnie 1147km od Sydney.

Odkąd przyjechałam do Australii zawsze chciałam tam pojechać. Zobaczyłam kiedyś w necie zdjęcia z okolic Broken Hill i na tyle wpadły mi one w oko, że miejscówka ta wskoczyła na moją listę miejsc do zobaczenia.

Dojazd rozłożyliśmy sobie na dwa dni. Sydney pożegnało nas deszczem i niską jak na tę porę roku temperaturą 17 stopni. Dalej było jeszcze gorzej – w okolicach Gór Błękitnych trafiliśmy na gęstą mgłę, która jednak magicznie znikła jak tylko minęliśmy stolicę regionu, Katoombę. Dalej było już coraz cieplej, a niebo robiło się coraz bardziej niebieskie.

Zatrzymaliśm się na noc na kempingu w dziurze o nazwie Nyngan. Że kemping znajdował się nad rzeką to ledwo uszliśmy z życiem przed stadem komarów.

Następnego dnia ruszyliśmy z samego rana. Włączyliśmy GPSa tylko po to, żeby usłyszeć od niego Teraz jedź prosto przez 570km.

Więc jechaliśmy szeroką, pustą drogą, która wiła się przed nami w nieskończoność. A wokół otwarte przestrzenie aż po horyzont.

CDN

Broken Hill, a w zasadzie okolice
Tasmańska porażka

3 komentarze

  1. Ojej… Usłyszeć: „jedź prosto przez 570km” to dopiero COŚ! :)

    Post a Reply
    • A jak jechaliscie ta szeroka, pusta droga, to nie przeklinaliscie sporego ograniczenia predkosci?

      Post a Reply
      • Raczej nie. W okresie świąteczno-noworocznym można było zarobić podwójne punkty karne za łamanie przepisów, więc nie było warto. Ograniczenie prędkości na tych drogach, poza terenem zabudowanym, to 110km/h, więc nie tak najgorzej :)

        Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.