Stały adres

Od tygodnia jesteśmy na swoim. W takim sensie że znów mamy stały adres. Pierwszy raz od ponad 20 miesięcy. Fajnie jest dla odmiany mieć ciuchy na półkach, a nie w plecaku, spać we własnej pościeli, dysponować stałym dostępem do kuchni i posiadać żelazko (choć życie bez tego ostatniego jest zasadniczo prostsze). Oczywiście nie jest idealnie. Budynek jest dosyć stary, więc jak sąsiad nad nami zbyt gwałtownie przechodzi przez swoje mieszkanko, to u nas trzęsie się sufit. Trzy mieszania obok nas mieszka pewna (chyba) para, zza której drzwi co wieczór wydobywają się głośne dźwięki – jeszcze nie ustaliliśmy czy są one pochodną impulsywnej miłości czy też może wręcz przeciwnie. Poza tymi dwoma niedogodnościami zasadniczo jest dobrze.

Powoli przyzwyczajamy się do nowej rzeczywistości.

Indie na celowniku
Za dużo

5 komentarzy

  1. Zupełnie rozumiem. My po 15 miesiącach podróżowania i pomieszkiwania ‚kątem’ w końcu mamy swoje mieszkanie. Człowiek szybko przyzwyczaja się do luksusu własnych czterech ścian… :-)

    Post a Reply
  2. Piękna podłoga! :)
    I nie wiem,co te żelazko w sobie ma,że sama świadomość jego braku jest dla mnie uciążliwa.
    pozdrawiam

    Post a Reply
  3. Ale jaka prosta przeprowadzka! Tylko rozpakować plecak i już zainstalowani w domu, żadnych wielkich przeprowadzek.

    No to miłego, kiedy parapetówka?

    Post a Reply
  4. fajne uczucie, zaczynam powoli za nim tesknic tez, ale ja jeszcze sie waham z decyzja gdzie…

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.