Money, money, money…

Pytań o kasę dostaliśmy sporo. O to skąd ją wziąć, ale ostatnio głównie o to ile nas to wszystko kosztowało. Więc odpowiadamy.

Tytułem wstępu może warto wspomnieć, że nie należymy do ultra-budżetowców, którzy narzucają sobie kwoty typu $8 za dzień, liczą każdy grosz i rezygnują z czego się da w imię oszczędności. Bardzo daleko nam do takiego podejścia. Równocześnie daleko nam do rozrzutności, spania w trzech czy czterech gwiazdkach, wizyt w drogich knajpach i rozbijania się taksówkami. Plasujemy się gdzieś po środku. Chcemy, żeby nasz pokój miał czystą pościel i jesteśmy skłonni zapłacić za to $2 więcej niż kosztowałaby najtańsza nora w mieście. Lubimy zjeść, ale nie w lokalach turystycznych tylko tam gdzie lokalsi, choć niekoniecznie spędzamy godzinę szukając knajpy, gdzie masala dosa kosztuje 5 rupii mniej. Lubimy się przemieszczać do czego nie zawsze wykorzystujemy najtańsze opcje transportu, ale też bardzo rzadko wybieramy te najdroższe. Jeśli jakaś tzw. atrakcja turystyczna rzeczywiście nas interesuje to nie oglądamy jej zza płota, tylko grzecznie płacimy za wstęp. Jeśli nas nie interesuje tą ją olewamy, a nie zaliczamy, bo jest i wypadałoby.  Jak mamy ochotę na piwo albo na lody to tę ochotę zaspokajamy. Jeśli podoba nam się jakaś pamiątka to sobie ją kupujemy. Da się podróżować taniej niż my to zrobiliśmy, ale nie było naszym celem udowadnianie czegoś komuś, tylko dobra zabawa za rozsądną cenę. I w naszym odczuciu udało nam się to.

Ale do rzeczy.

Średnie dzienne wydatki na jedną osobę w każdym kraju był jak poniżej. Pomijamy kraje tranzytowe, czyli Malezję, Ukrainę, Czechy, Niemcy, UK, Emiraty, Grecję oraz Polskę, gdzie po drodze dwa razy zawitaliśmy. Kwoty podajemy w lokalnej walucie oraz w dolarach amerykańskich (według aktualnego kursu). Kwoty zawierają wszystkie wydatki poza przelotami, a więc przejazdy, noclegi, jedzenie, wstępy, nurkowanie i inne przyjemności, wysyłki paczek do Polski, pamiątki, których w niektórych krajach kupiliśmy całkiem sporo itp itd.

Nowa Zelandia – NZ$130 / $95
Filipiny – 1500 pesos / $33
Tajlandia – 1000 bathów / $31
Birma – $19
Laos – 130tys kipów / $21
Kambodża – $21
Wietnam – 420tyś dongów / $22
Chiny – 200 juanów / $30
Mongolia – 41tyś tugrików / $30
Rosja – 1400 rubli / $46
Ekwador kontynentalny – $27
Galapagos – $63
Peru – 85 soli / $28
Boliwia – 150 bolivianos / $20
Argentyna – 107 pesos / $41
Brazylia – 115 reali / $65
Chile i Wyspa Wielkanocna- 21tys pesos / $43
Nepal – 1250 rupii / $16
Indie (poza Ladakhiem) -720 rupii / $15
Ladakh – 1000 rupii / $21

To w sumie daje kwotę prawie US$15000 na osobę – średnio US$830 na miesiąc. Liczba może wydawać się duża, ale mnożąc te średnie miesięczne  koszty razy dwa dalej mamy kwotę niższą niż to co w Sydney płaciliśmy co miesiąc za sam wynajem mieszkania i opłaty stałe (nie licząc jedzenia). Przeloty kosztowały nas dodatkowo po prawie US$4600 na osobę. Wiemy – to dużo. Bilet RTW (round the world) byłby sporo tańszy, ale by nas ograniczał, bo jest ważny tylko rok. Część biletów była kupowana niedługo przed wlotem, co podnosiło ich ceny. Dodam też, że nie należymy do magików, którzy potrafią znajdować niesamowicie tanie loty, więc pewnie kilka razy można było polecieć taniej. W tych $4600 znalazło się w sumie 21 biletów lotniczych, kilka w dwie strony, większość w jedną. Szczegóły tras w tym dokumencie.

I jeszcze krótko o tym jak radziliśmy sobie z przechowywaniem pieniędzy i dostępem do nich:
– mamy dwa bieżące konta rozliczeniowe w dwóch różnych bankach. Z jednego mamy kartę z sieci Visa, z drugiego z sieci Maestro, więc jak bankomat nie obsługuje kart jednej z sieci to mamy pod ręką drugą,
– na tych bieżących kontach nigdy nie ma więcej niż kilkaset $. To na wypadek, gdyby karty nam ukradziono,
– kasę na podróż przechowujemy na koncie-lokacie, bez opłat. Jest wyżej oprocentowana niż zwykłe konto. Do tego konta nie mamy żadnej karty bankomatowej. Raz na jakiś czas przelewamy jakąś tam kwotę z lokaty na konta bieżące.
Kartami się dzielimy, więc nigdy nie są obie w rękach jednej osoby. Trzymamy je w płaskiej torebce, którą się nosi pod spodniami (zupełnie niewidoczna).

No to teraz wszystko wiadomo :)

Zamiast życia w Madrycie będzie życie JAK w Madrycie (oby)
Ranking subiektywny - część 2

34 komentarze

  1. witam,

    wkradl sie blad, czy mieszkanie w Sydney to kwota ponad 30k dolarow nmiesiecznie??

    Post a Reply
    • Chodziło mi o średni miesięczny koszt podróży, czyli $830. Mnożąc to razy dwa (bo podróżowaliśmy we dwójkę) wychodzi kwota niższa niż miesięczne koszty wynajmu mieszkania i stałych opat w Sydney. Poprawiłam w tekście, żeby było wiadomo o co mi chodziło.

      Post a Reply
    • chyba nie rozumiesz co pisza dobrzy ludzie .srednio miesieczne wydatki to 830 dolarow na osobe a nie 15 000 bo tyle kosztowala cala wyprawa…

      Post a Reply
  2. w sydney mieliscie mieszkanie za 1600 USD miesiecznie?

    Post a Reply
    • Za $1600 mieliśmy mieszkanie i stałe opłaty, a w zasadzie za jakieś $1700. Sydney to nie jest tanie miasto – wręcz przeciwnie – a my mieszkaliśmy 20min spaceru od centrum, więc trochę drożej. Ale przez ostatnie 1,5 roku wynajmowaliśmy wolny pokój studentce, co w rezultacie oznaczało, że połowę na wynajem mieliśmy od niej, a tym samym szybciej odkładaliśmy na podróż :)

      Post a Reply
  3. i drugie pytanie: czyli na dwie osoby na taka podroz jak mieliscie na 1,5 roku potrzeba bylo 30 k + (2×4600) = okolo 40 tys dolarow oszczednosci za dwie osoby. zgadza sie? bo zakladam ze przez 1,5 roku nie pracowaliscie w miedzy czasie.
    aha no i do tego jedzenie itd. czyli co, 50 tys USD na pare total price?

    Post a Reply
    • Tak, w sumie wychodzi prawie $40 tys (2 x 15tys + 2 x 4,6tys). W tych 15tys jest już jedzenie, noclegi itp. Wszystko. Czyli niecałe 20tys na łebka albo 40 na dwóch. Wszystko z oszczędności i dużego zwrotu podatkowego. Żadnej pracy na trasie.

      Post a Reply
      • a zwrot poddatku z tytulu opuszczenia Australii?

        praca na trasie by wydluzyla calosc, w indiach czy chinach to pewnie by tez sie nie oplacalo, ale moze w Nowej Zelandii latwo przez miesiac zarobic cos na dalsza podroz

        Post a Reply
  4. 40 tys dolarow total na pare.
    poltora roku.
    100 tys PLN? takie srednie auto i koniec….
    wniosek jest jasny….

    Post a Reply
  5. O pieniądzach nie ma co za dużo dyskutować. Jeden woli mercedesa a ktoś inny wypasiony rower. Ale dzięki za te dzienne zestawienia, dają pewne wyobrażenie co do kosztów w poszczególnych krajach.
    Podepnę pytanie jeśli można. Czy możliwa jest podróż po Argentynie i Chile bez znajomości hiszpańskiego? Tzn. wiem, że Wy (Magda?) chyba znacie ten język ale na pewno macie pewne wyobrażenie na ten temat.

    Post a Reply
    • Możliwe jest, bo spotkaliśmy ludzi nie znających hiszpańskiego, a podróżujących po tych krajach. Ale jest to podróżowanie bardzo utrudnione, bo znajomość angielskiego jest tam generalnie słaba a często zerowa, szczególnie poza dużymi miastami typu BA czy Santiago. Ludzie nie znający języka nie mają żadnej szansy na interakcję z lokalsami, nie wspominając tego, że prosta rzecz jak zakup biletu na autobus staje się bardzo trudnym i frustrującym zadaniem. Dodam też, że na dobrą sprawę wystarczy dobrze znać liczebniki, odmianę podstawowych czasowników w czasie teraźniejszym i ze 200 podstawowych słów i na początek to spokojnie starczy. A przy dłuższym pobycie przy odrobinie wysiłku człowiek uczy się na trasie niesamowicie dużo.

      Post a Reply
      • Dzięki. To jest właśnie najbardziej genialny pomysł na rozwiązanie tego problemu, po prostu zacznę się uczyć hiszpańskiego !:) Nie wyjadę szybciej niż w lutym, więc czasu jest dużo.
        Akaroa -miałem dokładnie takie same przemyślenia jak Wy. Siedziałem wieczorem na tym kampingu na górze, patrzyłem na zatokę w promieniach zachodzącego słońca i powiedziałem do współtowarzyszy, że tutaj przyjadę kiedyś się zestarzeć:)

        Post a Reply
  6. Witam serdecznie! Jak tak sobie Was czytam to podobny mamy chyba styl podrozowania;) I madrzejsi jestesmy po przyjezdzie, wiadomo lepsze zarzadzanie budzetem, ogolne wyciszenie i te sprawy;)) My Swiata zobaczylismy troche mniej niz Wy ale w kategorii najlepsza wyspa to Koh Pha Nan wygrywa bezapelacyjnie:) I tajskie jedzenie najlepsze jakie dotad probowalismuy. Tak wiec swojej rodzince ma zmiane serwuje obiady polskie i tajskie:) No nic, dalekich podrozy zycze i wszystkiego dobrego!!

    Post a Reply
  7. może przegapiłem- ale co dalej? kiedyś pisaliście, że chcecie się osiedlić w Hiszpanii. Jakie plany?

    Post a Reply
  8. My z koleżanką planujemy podróż na 12-13miesięcy z budżetem do $15 tyś na osobe wliczając rezerwe. Azja i Ameryka południowa i środkowa. Przeloty tylko miedzykontynentalne. Mam nadzieje że wystarczy ale chętnie wyslucham jakiegoś komentarza :)
    P.s. Co do kart i kont bankowych wpadłam na taki sam pomysł

    Post a Reply
  9. Czesc wam! :) Nasza podroz juz niedlugo rusza i jedne z ostatnich rzeczy nad ktorymi pracujemy to oczywiscie kasa. I tu pytanie.. czy znalezliscie bank ktory nie bierze oplat za wyplaty za granica a jesli nie to jak one sa duze generalnie z bankiem ktorego uzywacie?… zaczynamy szukac opcji i chcialem jakis punkt odniesienia…

    Post a Reply
    • Hej. Obawiam się, że cokolwiek od nas w tym temacie usłyszycie to nie będzie to przydatne, bo wszystkie nasze konta są w bankach w Australii. Kompletnie nie orientujemy się w ofercie banków w Polsce.

      Post a Reply
    • bank hsbc nie pobiera opłat za wypłatę gotówki na całym świecie. w Polsce tylko w kliku miastach mają oddziały

      Post a Reply
      • Tak , niepobiera, ale przy opcji platnego konta najprawdopodbniej,,,przynajmniej tak jest w Angli gdzie mieszkam,,,za konto z opcja darmowych wyplat na calym swiecie trzebabylo jakis czas temu zaplacic 12 funtow miesiecznie,,,wiec moze ograniczenie wyplat do kilku razy w miesiacu (np.3) byloby tansze?

        Post a Reply
    • Za wypłatę pieniędzy z bankomatów za granicą nie pobiera opłat m.in. mBank (jak zwykle najlepszy) oraz drugi typowo polski bank, czyli Deutsche Bank.
      mBank ma też darmowe rachunki oszczędnościowe i natychmiastowe przelewy między własnymi rachunkami, dzięki czemu w 2 minuty można mieć dostęp do dowolnej gotówki, zarabiającej cały czas na koncie oszczędnościowym.
      mBank pobiera co prawda drobną prowizję za przewalutowanie środków przy wypłacie w dzikich walutach, ale i tak zawsze wychodzi to taniej niż wymiana w kantorach (nie wspominając o bezpieczeństwie) – sprawdzone w Maroku, Turcji, Egipcie

      Post a Reply
      • mbank opalt nie pobuera ale split przy przewalutowaniu walut jest duzy co wiaze sie z nie korzystnym kursem przeliczenia,warto zwrocic na to uwage albo miec konto dolarowe i karte do konta podpieta bezposrednio

        Post a Reply
  10. Bardzo przydatny wpis, dzięki za to. W takim razie nie pozostaje nic innego jak zacząć oszczędzanie.

    Post a Reply
  11. Wszystko to jest bardzo ładne, ale śmieszą mnie wpisy i teksty w stylu – jeden lubi mercedesa a inny podróżowanie. Halo! Gdzie wy kurna żyjecie? Przecież w tym kraju ciężko jest obecnie zapłacić za rachunki, jeśli ja odkładam miesięcznie 200 zł to jest wypas. I niech mi nikt nie pieprzy, że marzę o samochodzie czy o mieszkaniu, mnie po prostu na taką podróż nie będzie stać nigdy, nie w tym kraju. Żeby sobie zrobić taką jazdę to trzeba zarabiać 15 tyś miesięcznie. Żeby sprzedać samochód i mieszkanie, i wyjechać w podróż życia – trzeba te rzeczy najpierw KUPIĆ. Bez jaj, te koszty porażają a nie zachęcają. Lokaty w bankach? Ledwie niwelują inflację. Żyjecie w jakimś dobrze płatnym kosmosie, ja też tam chcę.

    Post a Reply
  12. Podzielam poglądy i pasje do podróżowania. Przyznam, że zaskoczył mnie taki koszt całej wyprawy. Spodziewałems się dużo większych sum, zwłaszcza za przeloty. Obecnie sam mieszkam w Australii ale chyba niestety jeszcze w tym roku wrócę do Polski. Pozdrawiam i podziwiam.

    Post a Reply
    • a co po tej podróży, z powrotem do pracy ?

      Post a Reply
      • A to zalezy co kto lubi. Jedni wracaja do pracy, inni zakladaja wlasne biznesy, jeszcze inni tylko na chwile ida do pracy, zeby cos zarobic, a potem znow ruszaja w droge, bo podrozowanie jednak bardzo uzaleznia :)

        Post a Reply
        • Hej, przeczytałam większość wpisów na blogu. Czy suma końcowa, ktora podajesz sa to dolary amerykańskie, czy australijskie? Amerykański w roku 2008 do 2010 mocno spadł. Nie wiem jak to teraz oszacować.

          Post a Reply
          • Tak jak napisałam we wpisie – Kwoty podajemy w lokalnej walucie oraz w dolarach amerykańskich (kurs z sierpnia 2010)

            Post a Reply
  13. Hej,
    Ja mam pytanie, na ktore moze jest odpowiedz gdzies na blogu, ale jestem ciekawa jaki byl wasz powrot z tej rocznej wyprawy? Mieliscie jakies oszczednosci zostawione, zeby wrocic wynajac mieszkanie, szukac pracy? Dzieki

    Post a Reply
    • Zostawiliśmy sobie trochę oszczędności na początek „nowego życia”. Przemek w ciągu dwóch tygodni znalazł pracę, ja po miesiącu, więc finansowo nie było źle

      Post a Reply
  14. Podoba mi się Wasz blog, choć wszedłem na niego dopiero 30min temu. Mamy wiele wspólnych poglądów i sposobów na życie. Ten kto mówi, że nie może odłożyć na wakacje, ten za mało się stara. Jest masa sposobów, tylko trzeba chcieć. Rozumiem, że ktoś w Polsce może mieć ciężej z tym, ale można się kształcić, podnosić swoje kwalifikacje, nauczyć się języków obcych, zmienić pracę albo wyjechać za granicę za trochę większymi pieniędzmi, Magda opisała kilka(naście) ze sposobów jak można zaoszczędzić na wakacje, a ja dodam od siebie: warto zmienić operatora sieci komórkowej,dostawców mediów, kupić bardziej energooszczędne auto, starać się robić zakupy w internecie rzeczy, które są tam tańsze. A co do podróżowania to dużo można zaoszczędzić na znalezieniu tanich biletów lotniczych (jest wiele polsko i anglojęzycznych portali), umiejętnie korzystać z wyszukiwarek noclegów (niekiedy można zaoszczędzić kilkaset %) czy na miejscu część posiłków przyrządzać we własnym zakresie. W niektórych miejscach lepiej jest wynająć auto niż wybrać transport publiczny. Jeśli chodzi o znajomość języków, to ja, będąc w Brazylii, przez kilka tygodni na miejscu nauczyłem się kilkudziesięciu słów i to mi wystarczyło. Najważniejsze, żeby wiedzieć gdzie chce się dotrzeć albo co zobaczyć. Reszta to mowa niewerbalna, długopis i kawałek kartki. Warto też odwiedzać informacje turystyczne, tam z reguły mówią po angielsku, niemiecku czy francusku, a jeśli nie to ludzie potrafią się porozumieć bez słów. Ja od siebie polecam w każdym miejscu podróży próbować lokalnej żywności, robić zakupy na straganach, w marketach, a pamiątki kupować od lokalsów. Pieniądze to nie problem, problemem jest znalezienie czasu. I mówię to jako student, który jeszcze nie zaczął pracy zawodowej. A, i jeszcze jedno, żeby było jasne – nikt mnie nie utrzymuje od dnia ukończenia szkoły średniej. A to już kilka lat minęło. Pozdrawiam wszystkich podróżników:)

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ostatki, czyli wielka karuzela rusza « vagabundos.pl - [...] po zakończeniu podróży dookoła świata pisali, że przez całą ponad półtoraroczną podróż wydawali miesięcznie mniej niż na samo tylko…
  2. Blogerzy mówią: wad i zalety długich wypraw, pieniądze w podróży, momenty zwątpienia i strach przed powrotem. - Świat według RostkówŚwiat według Rostków - […] skończeniu podróży napisałam na blogu o jej kosztach http://careerbreak.pl/2010/08/03/money-money-money/ . Dzienny budżet wahał się od $15 (Indie, Nepal) do…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.