Niezbyt udana wycieczka do Doliny Nubra

Dlaczego niezbyt udana? Chyba głównie dlatego, że to co do tej pory widzieliśmy w Ladakh zrobiło na nas wielkie wrażenie i tego samego spodziewaliśmy się po Dolinie Nubra. A było średnio ciekawie. Po pierwsze, nie dopisała nam pogoda. W Ladakh jest ponoć 300 dni słonecznych w roku. Pozostałe 65 niesłoneczne dni zazwyczaj przypadają na zimę. I trafiło się, że kilka z owych pochmurnych dni  postanowiło nastąpić w czasie naszego pobytu w dolinie. A jak niebo szczelnie zakryte jest chmurami, to wszystko wygląda jakoś tak nijak. Dopiero trzeciego dnia, w drodze powrotnej do Leh, rozchmurzyło się. Po drugie, były tzw. atrakcje, które miały nam umilić wycieczkę. Pierwszą miała być Kharung La (5600 m npm), najwyższa przejezdna przełęcz na świecie. Widok z obu stron przełęczy piękny, ale sama przełęcz zawalona jest tandetnymi blaszanymi barakami, z których każdy jest brzydszy od poprzedniego, przez co miejsce te zaliczyć można do tych, z których chce się jak najszybciej uciekać. Drugą „atrakcją” miały być gorące źródła w Panamik. Uzbroiliśmy się w stroje kąpielowe, bo zamiarem naszym było wymoczenie się w wodzie z owych źródeł. Na miejscu okazało się, że na dzień dzisiejszy gorące źródła to rozmokła ziemia. Budynek, w którym ma być basen nadal w budowie (o czym oczywiście nie raczyła nas poinformować agencja, w której wypożyczyliśmy samochód). Jedyna opcja na zażycie „kąpieli” to strasznie brudna, betonowa budka wielkości latryny z dziurą w ziemi, do której przez rurę wlewa się woda z gorącego źródła. To ulubione miejsce lokalsów na robienie prania, no bo woda ciepła i za darmo. Nie trudno się domyśleć, że nie tego się spodziewaliśmy. Były też wielbłądy na lokalnych wydmach, które nie wyglądały na szczęśliwe ze swojego żywota polegającego na wożeniu turystów na swoich grzbietach. Krótko mówiąc było trochę inaczej niż się spodziewaliśmy, ale w końcu nie wszystko w życiu układa się zawsze po naszej myśli. Więc nie rozpaczamy.

W Thikse modlą się mnisi
Tso Pangong

1 komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.