Tso Pangong

Tso po ladakijsku oznacza jezioro. Pangong to długie na 130km jezioro, którego większa część leży w Tybecie. My pojechaliśmy zobaczyć tą mniejszą część leżącą w Ladakh. Mieliśmy do przejechania jakieś 135km wąską, krętą drogą przez góry. Celem było jezioro, ale już sama droga była przepiękna. Najpierw przez dobre dwie i pół godziny wspinaliśmy się – to znaczy samochód się wspinał – mozolnie z 3500m npm, gdzie leży Leh, na 5360m npm, czyli na przełęcz Chong La. Chong La to trzecia najwyższa na świecie przełęcz przez którą można przejechać samochodem. Im bardziej zbliżaliśmy się do przełęczy tym robiło się zimniej i przybywało śniegu. Z ponad metrowych ścian zmarzniętego śniegu, które otaczały na pewnym odcinku drogę, zwisały grube i długie sople. Na przełęczy ktoś zbudował małego bałwana.

Z przełęczy kolejne dwie godziny z hakiem. Krajobraz zmieniał się cały czas. Były wielkie głazy przyniesione przez lodowiec, były mini wydmy z białego jak sół piasku, były góry we wszystkich możliwych odcieniach.

W końcu dotarliśmy nad jezioro. A razem z nami kilkanaście innych samochodów, większość pełna głośnych indyjskich turystów. Coś takiego mają w sobie Indusi, że nie potrafią normalnie rozmawiać tylko muszą krzyczeć. Szlag człowieka trafia, bo przyjeżdża nad absolutnie przepiękne jezioro, a tu gromada wrzeszczących Indusów. Odjechaliśmy więc od największego tłumu i poszliśmy na spacer jeszcze dalej, z nadzieją, że zaznamy trochę spokoju. Nie na długo. Szybko zjawiła się 6-osobowa rodzina, która zdecydowała się na sesję fotograficzną dokładnie w tym samym miejscu, w którym my usiedliśmy, żeby nacieszyć się w ciszy widokami. Rodzinka miała kilometry brzegu do wyboru, ale musiała wybrać fragment zaraz obok nas. Niby robili zdjęcia wodzie i górom, ale tak się ustawiali, żeby nas mieć w kadrze, oczywiście bez pytania. Hałasu narobili jak szkolna wycieczka 13-latków.

A jezioro? Jezioro jest przepiękne. Niesamowicie niebieskie i bardzo spokojne, otoczone przez góry z ośnieżonymi szczytami. Okolica troszkę przypominała nam boliwijskie Altiplano. Brakowało tylko flamingów. Cudo.

Niezbyt udana wycieczka do Doliny Nubra
Festiwal w Hemis

1 komentarz

  1. Widzę, że raczej chłodno tak jest… Czy może to kwestia wysokości?

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.