Bariloche

Ktoś kiedyś napisał – chyba na jakimś blogu, że Bariloche to takie argentyńskie Zakopane. Coś w tym jest, ale nam się wydaje, że to bardziej argentyńskie Queenstown. No bo w Zakopanem jakoś bardziej swojsko i bardziej dla zwykłego zjadacza chleba. Można placki ziemniaczane, albo zapiekankę zjeść z budki, a i o nocleg za nie więcej niż 25zł za osobę nie trudno. W Bariloche 25zł za osobę to kosztuje rozbicie namiotu na lokalnym kempingu, a czegokolwiek w cenowym klimacie zapiekanki czy placków można ze świeczką szukać.
Lokalizacyjnie też jakoś bardziej jak w Queenstown niż w Zakopcu. No bo jeziora w samym Zakopanym niestety nie ma. A w Bariloche (i w Queenstown) jest. I to ogromne. I piękne.

Zaskakuje praktycznie nie istniejąca aktywność z dziedziny sportów wodnych na jeziorze. Ma się wrażenie, że gdyby to miejsce znajdowało się gdzieś w Europie (albo w Queenstown właśnie) to wybrzeże pełne byłoby wypożyczalni kajaków, rowerów wodnych, można by było wynająć żaglówkę, albo popłynąć na rejs po jeziorze. A w Bariloche nic z tych rzeczy. Może to kwestia pogody, ale nie wydaje się, żeby była ona mniej stabilna niż np. na Mazurach.

Tak więc rajem dla miłośników sportów wodnych Bariloche nie jest, ale z pewnością jest rajem dla miłośników czekolady. Takiego zagęszczenia sklepów z ręcznie robionymi czekoladkami, nie widzieliśmy nigdzie indziej. Rekord świata bije sklep o nazwie Turista, który wielkością przypomina mały supermarket. Na 70% jego powierzchni sprzedaje się tylko i wyłącznie czekoladę (reszta to lody, przetwory owocowe itp.). Niespotykane. Mało który dorosły potrafi koło takiego miejsca przejść obojętnie. Tutaj każdy jest jak dzieciak w sklepie z zabawkami.

W Bariloche zajadaliśmy się więc czekoladkami przez kilka dni, a później ruszyliśmy na objazd argentyńskiej krainy jezior. O tym w następnym odcinku.




Argentyńska kraina jezior
Yerba mate

3 komentarze

  1. piękne widoki ! chętnie zobaczyłabym również sklepiki z czekoladowymi skarbami :)

    Post a Reply
  2. Bylem nad jeziorem Nahuel Huapi i w Bariloche 18 lat temu i ciesze sie ze do tej pory nie zrobiono tam takiego ” cyrku ” jaki jest juz na Mazurach ze wszystkimi
    negatywnymi skutkami.Mysle ze jezeli bys sie wykapala w jeziorze, wiedziala bys dlaczego.Temp. wody sprzyja tylko zahartowanym. Czy widzialas tez jakie fale tworza sie na jeziorze ? Dla surfingu owszem i taki rodzaj sportu jes tam uprawiany.Mam nadzieje ze nie ma w Bariloche takiego tloku jak na Krupowkach albo w drodze do Morskiego Oka.Pozdrawiam Krzysztof

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.