Mendoza i wino

Winko, mniam mniam. To mówi Przemek, bo ja nie lubię za bardzo. Więc dla Przemka wizyta w Mendozie była jak wizyta w sklepie z zabawkami dla 3-latka.

Dawno, dawno temu francuskie wino było jedyne i najlepsze. Te czasy jednak już jednak minęły. Dziś wino robi się na wszystkich kontynentach i nie jeden kraj i region dogonił – a niektóre przegoniły – Francję, California, RPA, Hiszpania, Nowa Zelandia, Australia, Chile i Argentyna właśnie. A jak wino w Argentynie to tylko w Mendozie.

Odwiedziliśmy więc kilka winiarni. Jest z czego wybierać, bo w prowincji jest ich ponad 1200. Wizyta w winiarni przewiduje zajrzenie na plantacje, oglądanie maszyn, omówienie procesu produkcji i takie tam bajery, ale umówmy się – najlepsza w całej wizycie jest degustacja. Miła pani, pracownica winnicy, polewa wtedy dobre winko i przeprowadza ekspresowe szkolenie w kwestii tego jak pić owy napój. Kolor trzeba oceniać najlepiej w świetle naturalnym, potem winkiem wstrząsnąć, żeby je utlenić (nie wiem jak się to mówi po polsku), potem niby trzeba wąchać, ale i tak wszyscy czekają tylko na to, żeby się w końcu napić. Potem inne winko, czasem jeszcze jedno. Przyjemnie.



Jesteśmy w finale - dzięki za głosy!
Głosowanie - ostatnie chwile

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.