Paraty

Po Rio przyszedł czas na plażowanie i pracę nad opalenizną. Ilha Grande, wyspa niedaleko Rio, wydawała się idealnym wyborem. Tak się jednak złożyło, że nasza wizyta w Brazylii zbiegła się z tymi strasznymi ulewami, o których wieść dotarła ponoć także do Polski. Ilha Grande miała pecha, bo trafiło się tam ogromne obsunięcie ziemi. Wyspa duża i niby generalnie – mimo tragedii – funkcjonowała normalnie, ale jakoś nie uśmiechało nam się wylegiwanie na plaży, gdy obok prowadzona jest akcja ratownicza, a właściwie poszukiwawcza…

Pojechaliśmy więc do Paraty. To takie malutkie miasteczko ze śliczną starówką nad samym oceanem. Mamy sentyment do takich dziur. Dla nas żadne duże miasto – włącznie z Rio – nie ma klimatu nawet minimalnie zbliżonego do małych mieścinek. Zawsze w takie miejsca chętnie przyjeżdżamy.

W Paraty skupiliśmy się na kilka dni na lenistwie w postaci rejsu po okolicznych wysepkach i byczeniu się na okolicznych plażach. Upał był niemiłosierny, więc taki mało aktywny tryb życia był jedynym sposobem na przetrwanie.









Szok cenowy, czyli wracamy do Argentyny
Rio de Janiero

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.