S jak stek

Co kojarzy Ci się z Argentyną? Bo nam piłka nożna, tango i steki.

O argentyńskich stekach słyszeliśmy historie przeróżne, z tym, że wszystkie pozytywne. Argentyńskie steki miały być najlepsze na świecie, bo nie tylko z wysokiej jakości mięsa, ale też fachowo przygotowane. Miały zapewniać uśmiech na twarzy w czasie jedzenie i wspomnienia na długie lata (albo przynajmniej na długie tygodnie). Oczekiwania były więc bardzo duże.

Pierwszego argentyńskiego steka zjedliśmy w Cafayate. Knajpkę wybraliśmy na chybił-trafił. Menu w łapki i wybieramy. Mięsiwa wybór spory, nie wiadomo co najlepsze. W końcu jest decyzja. W zasadzie też na chybił-trafił. Zamawiamy. Czekamy.

15 minut później stek jest gotowy. Wygląda idealnie. Pierwsze oględziny wskazują na to, że mięciutki. Teraz czas na pierwsze cięcie – moment krytyczny, bo zaraz okaże się jaki stek jest w środku. Zamówiliśmy średnio wypieczony, więc powinien być w środku lekko różowawy i soczysty. Przecinamy. Kroi się jak masło. Jest idealny! Różowiutki, soczek się leje. Jak na razie na piątkę. Czas na pierwszy kęs. Boski! Miękki, soczysty, zero jakiś żył i innych cudów. Po prostu idealnie czyste mięso. Rozpływa się w ustach. Poezja.

Najlepiej zrobiony stek jaki było nam zjeść do tej pory zjedliśmy w Argentynie :)

p.s. Eksperymentowaliśmy później ze stekiem w innej knajpie i na podstawie tych dwóch wizyt wniosem mamy na razie taki – lomo jest zdecydowanie lepsze niż bife. Więc jeśli zamawiacie steka w Argentynie to tylko lomo

Wodospady Iguazu
Quebrada de Cafayate

3 komentarze

  1. No tak… I przypomnial mi sie nasz stek idealny zjedzony w Salcie… Jeszcze tylko parenascie dni i znowu bedzie wielka wyzerka :-)

    Post a Reply
  2. No to teraz narobiliscie mi apetytu:)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.