Argentyna

Argentyna przyniosła ze sobą kilka zmian.

Po raz pierwszy od praktycznie 100 dni (nie licząc pobytu na Galapagos) znaleźliśmy się na wysokości poniżej 2500m npm. Większość z tych 100 dni przebywaliśmy zdecydowanie bliżej nieba – powyżej 3300m npm, a nie rzadko powyżej 4000m npm. Taki urok Andów. A tu nagle jesteśmy w Salta na północy Argentyny. Niewiele powyżej 1000m npm. A co za tym idzie temperatura o jakieś 10 stopni wyższa niż w takiej na przykład Tupizie. Upał przeokropny. Piekarnik. Nie da się wytrzymać. Ostatni raz tak przeraźliwie gorąco było chyba w Wietnamie. Do łask wróciły sandały, klapki i krótkie spodenki. Już nie trzeba nosić ze sobą wszędzie bluzy, bo nie wiadomo, kiedy zrobi się zimno. Tu można by całą dobę chodzić w samym stroju kąpielowym (mimo, że do najbliższego morza/oceanu daleko). Krótko mówiąc pocimy się i to bardzo.

Co do innych zmian mocno dających się zauważyć można na pewno wspomnieć ceny. Prawie europejskie, co po bardzo taniej Boliwii jest trudne do przełknięcia. No ale nic z tym zrobić się nie da. Trzeba się przyzwyczaić.

Hiszpański też jest inny. Jakby twardszy, mniej wyraźny. Nie u każdego, ale u całkiem wielu osób. Po bardzo przyjaznym do ucha i łatwo zrozumiałym hiszpańskim w Ekwadorze, Peru i Boliwii tu jest trochę trudniej. Pewnie potrwa kilka dni zanim załapiemy co i jak.

Zniknęli wszędzie dotąd obecni Indianie w swoich strojach i z nieodłącznymi tobołkami na plecach. Tu w kwestiach mody – tak jak i w kwestiach cen – Europa. Obyczajowo też jakby bliżej do starego kontynentu niż do tej Ameryki Południowej jaką dotąd znamy. Ale zobaczy się. To dopiero w końcu pierwsze dni. Najważniejsze, że pierwsze wrażenia są jak najbardzie pozytywne.

Quebrada de Cafayate
Boliwia - informacje praktyczne

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.