La Paz

Podobało nam się w La Paz. Generalnie nie przepadamy za dużymi miastami, ale to zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Limę i Quito – w naszym odczuciu – La Paz bije na głowę. Co nam się tak podobało?

Przede wszystkim położenie. Wjeżdżając do La Paz od strony El Alto (miasto powyżej La Paz) po prostu opadły nam szczęki. Miasto w dolinie, otoczone górami, a nad nim góruje ośnieżony szczyt Illimani. La Paz nie jest na pewno architektonicznie Paryżem, ani nawet Warszawą, ale ta lokalizacja wszystko rekompensuje. Nie często widzi się miejsca tak magicznie położone, miejsca, od których nie da się oderwać oczu.

Inna sprawa jest taka, że trafiliśmy do La Paz na moment dosyć zwykły, bo na wybory. A dzień wyborów w Boliwii to zupełnie inna bajka niż dzień wyborów w Polsce. W Boliwii w taki dzień praktycznie wszystko przestaje funkcjonować. Zamknięte są sklepy i większość restauracji. Nie kursują taksówki, ani autobusy miejskie. Dworce autobusowe są pozamykane i nie można się z miasta wydostać. Więc wyobraźcie sobie prawie milionowe miasto bez spalin, hałasu silników i klaksonów. Słychać tylko rozmowy ludzi, śpiew ptaków, szczeknie psów w oddali, i jakiegoś frustrata męczącego flet na sąsiedniej ulicy.

Spotkaliśmy się też z Szymonem. Fajnie jest spotkać na trasie Rodaka, niby nieznajomego, ale jednak dzięki wirtualnej rzeczywistości jakoś nam bliskiego. W dodatku Rodaka, dla którego La Paz jest teraz domem.






Wakacje w Sucre
Blog roku

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.