Okiem lokalsa, czyli festyn w Arequipie

Największy pożytek z pójścia na trekking do kanionu Colca z agencją był taki, że dzięki temu poznaliśmy Roya. Roy był naszym przewodnikiem. To co w Royu było najfajniejsze to to, że jest z Arequipy, a przez to ma tę przewagę nad gringos, że wie to czego gringos nie wiedzą. Na przykład to, że w najbliższą niedzielę odbędą się walki byków, w których wyłoniony zostanie byk roku. Tak więc umówiliśmy się my i czwórka australijczyków z Royem na niedzielę, żeby pójść na owe walki. Że do rozpoczęcia imprezy było jeszcze trochę czasu Roy zaproponował, aby pójść najpierw na lokalny festyn organizowany przez stowarzyszenie wiosek leżących wokół Arequipy. Wsiedliśmy więc w lokalny autobus i pojechaliśmy gdzieś na przedmieścia. Sami w życiu byśmy tu nie trafili, bo impreza odbywała się za wysokim ogrodzeniem, więc z drogi nic nie widac. Festyn niby ku czci Virgin Mercedes, jednego z wcieleń Matki Boskiej. Ale to chyba tylko taka oficjalna przykrywka, bo impreza wygląda bardziej jak festiwal piwa. To leje się strumieniami, piją je wszyscy w sporych ilościach. Tu piwo kupuje się na skrzynki, które potem stawia się na stole, a przy stole siedzi się póki piwo się nie skończy. Wtedy kolejna skrzynka.

Były też występy lokalnej orkiestry oraz zespołów tanecznych. Okazało się, że jedną z atrakcji byliśmy także my, bo na tego typu imprezach gringos po prostu się nie pojawiają. Ludzie robili sobie z nami zdjęcia, stawiali nam piwo, a co niektórzy w pijackim bełkocie dziękowali, że odwiedzamy ich kraj i wylewnie tą wdzięczność okazywali. Wciągali nas też do tańców i zabaw. Było świetnie. Wesoło, kolorowo i w 100% peruwiańsko.

Zabawa rozkręciła się na tyle, że na walki byków oczywiście nie dotarliśmy.























Peru - informacje praktyczne
Kanion Colca

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.