Morza szum, plaków śpiew

Z Limy pojechaliśmy do Pisco. To takie małe miasteczko kilka godzin na południe od stolicy, obok którego leży inna wiocha – Paracas. W Pisco się zakwaterowaliśmy, ale w Paracas były atrakcje, dla których tu przyjechaliśmy. Pisco to jeden wielki plac budowy. Trzęsienie ziemi, jakie nawiedziło okolicę 2 lata temu, dosyć poważnie zniszczyło miasteczko. Prace naprawcze idą powoli do przodu, więc ma się wrażenie, że trzęsienie ziemi było nie 2 lata, ale nie więcej niz 6 miesięcy temu. Za to ludzie tu są fantastyczni. Co chwila ktoś nas gorąco wita i dziękuje za przyjazd do Pisco.

Następnego ranka jedziemy na wyspy Ballastas. Mówią o nich „Galapagos dla ubogich”. Jeśli chodzi o ilości ptaków to nigdzie na Galapagos tylu nie widzieliśmy. Co do różnorodności Galapagos zdecydowanie wygrywa. Na Ballastas ilość ptaków przyprawia o zawrót głowy. Jest ich tu chyba kilka milionów, i pisząc to nie przesadzam. Podobno populacja samych tylko pelikanów to milion. Taka ilość ptaków na tak niewielkim obszarze oznacza straszny smród, bo ptaki nic nie robią tylko jedzą i walą kupy. Dwa ptaki postanowiły zrobić swą kupę na mnie. Przemek był 20cm obok, ale to mnie cholery zbombardowały dwukrotnie, a nie jego…





Po Ballastas jedziemy do Rezerwatu Paracas. To ciekawe zjawisko w postaci pustyni nad oceanem. Jest dużo piasku, dużo wody i sporo rybaków, którzy z wysokich klifów łowią bez wętki, na samej tylko żyłce.







Z górki na pazurki
Lima esta linda ???

1 komentarz

  1. tak, ptaki mogą stworzyć problem, nawet film o tym nakręcili, bodajże „Ptaki” Hichcoca.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.