Pociąg

We wszystkich przewodnikach po Ekwadorze jakie wpadły nam dotąd w ręce jest napisane, że jedną z głównych atrakcji kraju jest przejazd pociągiem przez Nariz del Diablo. To taka góra, z której pociąg zjeżdża w dół zygzakiem – raz do przodu, raz do tyłu. Widoki w drodze z Riobamby do Nariz del Diablo są według przewodników rewelacyjne. No więc pofatygowaliśmy się do Riobamby w celu przejechania się owym pociągiem. Tym co z pewnością przyciągało do pociągu sporą liczbę turystów była także możliwość jazdy na dachu. Piszę „była”, bo to już niestety przeszłość odkąd dwójka pewnych Japończyków prawdopodobnie w wyniku ekscytacji wstała w czasie jazdy, nie zauważyła kabli i straciła w efekcie głowę.

No ale skoro widoki miały być takie super, to jedziemy – mimo że na dachu nie można.

Cała trasa zabiera raptem 4.5h, ale z jakiegoś powodu pociąg odjeżdża już o 6.30 rano. Strasznie to bez sensu, ale przecież dla nas rozkładu nie zmienią. Zaspani przychodzimy na stację kolejową. Szukamy pociągu. Nigdzie go nie widać, za to jest coś co wygląda jak autobus postawiony na torach. Nie, no to nie może być to. To ma być w końcu wycieczka pociągiem, a nie autobusem. Ale wygląda na to, że tym autobuso-pociągiem mamy jechać.

No więc wsiadamy i jedziemy. Oczywiście 90% pasażerów stanowią gringos. Trafia nam się w „pociągu” emerytowana ekwadorska nauczycielka, która za wszelką cenę chce zostać gwiazdą imprezy i wymyśla jakieś głupie zabawy, które wcale nie są zabawne, a do których wszystkich zmusza. Widoki – owszem – przyjemne, ale nie powiem, żeby nas powalały na kolana. Jazda zygzakiem w dół Nazir del Diablo – owszem – interesująca, bo nigdy takiego rozwiązania zjazdu stromym zboczem góry nie widzieliśmy, ale to także nie powala. Jesteśmy pewni, że 80% zachwytu jaki zionie z przewodników po Ekwadorze na temat tej trasy  wynika z tego, że ich autozy jazdę odbyli na dachu prawdziwego pociągu, a nie w środku autobusu na torach. Nie ma dwóch zdań – gdyby i nam dane było przejechać się na dachu to teraz czytalibyście serenady na temat tej trasy. Ta wycieczka to był dowód na to, że punkt widzenia zdecydowanie zależy od punktu siedzenia.






Cuenca
Cotopaxi

1 komentarz

  1. Załamałam się jak zobaczyłam ten busocosik….Pociąg to była wielka frajda. Pozdrawiam z drogi do Azji:)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.