Mindo

Po kolejnym tygodniu wytężonej nauki pojechaliśmy na weekend do Mindo. Mindo to taka dziura jakieś 2h za Quito. Taka dziura jak Mindo ma ten plus, że – w przeciwieństwie do stolicy – nie trzeba wiecznie się stresować, że ktoś nas zaraz obrobi. W ponad 2 tygodnie pobytu w Quito nasłuchaliśmy się tylu historii na ten temat, że głowa mała.

Tak więc pojechaliśmy sobie na weekend do spokojnego Mindo. Pojechaliśmy z angolem i Austriaczką ze szkoły. Wiadomo – w grupie zawsze raźniej. Umówiliśmy się na 6.15 rano pod szkołą. To znaczy nam się wydawało, że mieliśmy się spotkać o tej godzinie. Austriaczce się wydawało, że o 6.45, a anglikowi, że o 7.00. W każdym razie znaleźliśmy się potem wszyscy na dworcu autobusowym.

Samo Mindo jest bardzo bezpieczne i przyjemnie. Ale niestety w autobusie do Mindo pewien miły pan, który tak na prawdę nie był miły tylko był złodziej, udając biletera, obrobił Austriaczkę z boskiej kurtki za 200 euro, a pewną Niemkę ze $180, karty do bankomatu i aparatu fotograficznego. I to wszystko jakby na życzenie ofiar. „Miły” pan oszust – w trosce o wygodę pasażerów –  sugerował bowiem wszystkim gringos na pokładzie położenie plecaków na półce nad głową. My – nauczeni tym co wyczytaliśmy na różnych forach i blogach – nie daliśmy się przekonać i wybraliśmy opcję trzymania plecaków na kolanach. Ci, którzy skorzystali z propozycji „miłego biletera”, do Mindo dotarli z lżejszym bagażem. „Biletera” oczywiście w Mindo już nie było. Wysiadł gdzieś na trasie, czego nikt nie zauważył.

Tak więc lekko poddenerwowani zakwaterowaliśmy się w jednym z hosteli. Od właścicielki dowiedzieliśmy się, że kradzieże na tej trasie to normalka, i że tydzień wcześniej pewien gringo – fotograf – który zabrał do Mindo cały arsenał aparatów i obiektywów (Mindo słynie z ptaków) dotarł na miejsce bez sprzętu. Oczywiście także dzięki poradzie miłego biletera-oszusta.

Złość postanowiliśmy odreagować jeżdżąc na linach rozwieszonych nad dżunglą. Ale zabawa!!! Wkładają człowieka w uprząż, wieszają na linie i śmigu! W sumie 13 lin o łącznej długości 3km. Te najdłuższe mają po 400m. I to wszystko wysoko nad dżunglą. Co za jazda!

IMG_9624
IMG_9633
IMG_9636
IMG_9642

A wieczorem przeżyliśmy swoją pierwszą południowo amerykańską fiestę uliczną. Na ulicę wyjechały wielkie głośniki, które ustawiono dokładnie na przeciw lokalnego kościoła, ulicę zamknięto, puszczono świetną latynoską muzę, a lokalsi i gringos ruszyli w tam. Ale była zabawa.

Fajna wiocha to Mindo.

Mindo
Mindo
Mindo
Mindo
Mindo

Quito wieczorową porą
Rutyniarze

4 komentarze

  1. nie daj sie okraść. spotkaliśmy sporo osób, które nawet w ązji obrobili…

    Post a Reply
  2. No niezle. Tez sie staramy, zeby nas nie okradli. Na razie sie udaje, zobaczymy jak dlugo. .. Pozdrowienia juz z America del Sur!

    Post a Reply
    • Niestety w Ameryce Południowej będziecie się musieli starać jakieś 15 razy bardziej niż w Azji :( Takie tu niestety realia (choć Chile i Argentyna są ponoć ok) :( Azja Płd-Wsch to sielanka w kwestii bezpieczeństwa w podrównaniu z Ameryką Południową…

      Post a Reply
  3. Kupcie sobie metalowa siatke pacsafe na bagaz podreczny jesli jeszcze nie macie. Przypinacie klodka do siedzenia w autobusie nocnym i mozna spac w miare spokojnie. A tak poza tym zacytuje pewnego Japonczyka spotkanego w Brazylii „It’s all quite safe… if you’re lucky.” Pozdrawiam z La Paz.

    Post a Reply

Odpowiedz Magda Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.