Frankfurt i Londyn

WielkaZanim znaleźliśmy się na lotnisku w Atlancie, polecieliśmy z Pragi do Frankfurtu, w celu odwiedzenia mojej siostry, mieszkającej w pewnej wsi w okolicy. Trzeba przyznać, że niemiecka wieś robi wrażenie – jest czysto, równo, łanie i ściśle według zasad. Poobijaliśmy się na niemieckiej wsi przez kilka dni i ruszyliśmy do Londynu. Tam mieliśmy wsiąść w samolot do Ameryki Południowej.

Na Londyn przeznaczyliśmy dwa dni, głównie po to, żeby spotkać się z mieszkającymi tam znajomymi. Pogoda pierwszego dnia była koszmarna. Lało prawie non stop i było szaro-buro. Londyn to jedno z miejsc, które – co prawda z oporami – potencjalnie braliśmy pod uwagę jako przyszłe miejsce zamieszkania. Ale ta pogoda to była najgorsza reklama jaką Londyn mógł sobie zrobić. Znajomi zapewniali nas, że ta ulewa była wyjątkiem, a nie normą, że lato było w tym roku ciepłe, i że do średniej pogody można się przyzwyczaić. Generalnie próbowali nas przekonać, że nie jest tak źle. Pomyślimy, pomyślimy….






Bienvenidos a Ecuador
Czekamy

4 komentarze

  1. no jak w glowie jest ameryka poludniowa to Londyn moze sie prezentowac kiepsko.

    Post a Reply
  2. pogoda to wyjatek?kto wam takie kity wciskal? wyjatek od reguly, ze tam jest jeszcze bardziej szaro i buro etc…
    Pytalas czy nadal kocham sydney? A wiec tak… przy czym sciagam chyba serie klesk naturalnych na mojej trasie podrozy – od tajfunow w hong kongu przez trzesienia ziemi w tokio po burze piaskowe zamieniajace sydney w miasto sepii – magda, ale bys zdjecia dzisiaj zrobila – wszystko bylo pomaranczowe! szok!!!

    Post a Reply
  3. No My (czyli Ci na pierwszym zdjeciu, siedzacy po prawej) tez widzielismy w smh.com.au galerie tej pomaranczowej mgly i tez nadal kochamy Sydney i juz nie mozemy sie doczekac kiedy opuscimy UK i wyruszymy w droge powrotna do Australii przez Ameryki. Magda czekamy na dalsze relacje i zdjecia, moze zaczniecie je robic ukryta kamera.

    Post a Reply
  4. A mnie tu dobrze i sie nigdzie nie wybieram! :)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.