Mao żyje

W Kending zostaliśmy tylko na jedną noc. Lało strasznie, było szaro i buro, a prognoza pogody nie była najlepsza. Pojechaliśmy więc od razu do Chengdu. Do określenia Chengdu przewodnik Lonely Planet używa słowa charming, czyli uroczy, czarujący. Nie wiemy skąd autorzy przewodnika wpadli na wykorzystanie tego słowa w kontekście Chengdu. Chengdu to po prostu duże, betonowe, chińskie miasto. Wiele można o nim powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest czarujące…

W guesthousie dostaliśmy mapę miasta z zaznaczonymi atrakcjami. Jedna z nich bardzo nas zaintrygowała. Było to mianowicie miejsce o interesującej nazwie Muzeum Parafernaliów Związanych z Mao Tse-Tungiem. Wyruszyliśmy na jego poszukiwanie, co wydawało się być sprawą prostą, bo w końcu mieliśmy mapę z lokalizacją tego miejsca.  Znaleźliśmy właściwą uliczkę i zaczęliśmy krążyć wzdłuż niej szukając muzeum. Niby mieliśmy numer budynku, ale co z tego skoro w Chengdu budynki ponumerowane są w zupełnie przypadkowej kolejności, a niektóre mają nawet i po trzy numery na drzwiach. Już prawie poddaliśmy się, gdy podszedł do nas jakiś człowiek  i nienajgorszą angielszczyzną, wysilając się na amerykański akcent zapytał czego szukamy. Mówimy, że muzeum, a on na to, że wie gdzie to jest. Idziemy za naszym przewodnikiem. No i już wiemy, czemu nasze samodzielne poszukiwania spełzły na niczym. Muzeum to tak naprawdę „muzeum”, choć nawet cudzysłów nie oddaje nie-muzeowatości tego miejsca. Pomieszczenie ma może 3 na 10 metrów i jest od ziemi po sufit zawalone wszelkiej maści rzeczami związanymi z Mao. Są plakaty, książki, gazety, porcelanowe figurki, talerze, medale i Bóg wie co jeszcze. Całość dosyć intensywnie pachnie stęchlizną. Interes prowadzi dwóch panów w wieku trudnym do określenia, ale oscylującym gdzieś w okolicy 60-70 lat. Panowie gdy tylko wchodzimy wyciągają zeszyt, w którym zbierają wpisy odwiedzających „muzeum” i każą nam coś naskrobać. Potem siadają na zewnątrz i ustawiają się do sesji fotograficznej. Co za klimatyczne miejsce. Polecamy!

Mao is alive
Mao is alive
Mao is alive
Mao is alive
Mao is alive
Mao is alive

Pandy w Chengdu
Chinglish

5 komentarzy

  1. chengdu jest sympatyczne jesli jedzie sie od strony chin wlasciwych np. Xi’an, Hangzhou czy Pekinu – wy jedziecie od Junanu i wschodniego Tybetu wiec w druga strone – dalej bedzie bardziej betonowo, mniej sympatycznie i brudniej

    Post a Reply
  2. Niesamowite miejsce;) Z ogromnym zaciekawieniem śledzę Waszą podróż…

    Pozdrawiam;)

    Post a Reply
  3. „Chengdu to po prostu duże, betonowe chińskie miasto…”
    totalnie się z tym zgodzić nie mogę!
    w listopadzie minie trzy lata od kiedy tam mieszkam i z doświadczenia powiem (zapytani Chińczycy z różnych części kraju, potwierdzają tą opinię), że to przyjazne, zrelaksowane (niektórzy powiedzą „leniwe”) miasto…herbaciarnie, parki, restauracyjek masa!
    potrzeba czasu by tego doświadczyć, powąchać, posmakować!
    wyjść o 3 nad ranem z pubu i zjeść usta wypalające bbq, zawitać do parku na lekcje tai chi, czy siąść tuz obok kłócącego się na potęgę karcianego grona:)

    Post a Reply
    • Wiesz, każde miejsce inaczej wygląda z perspektywy turysty, a inaczej z perspektywy kogoś kto tam mieszka. Nam po prostu chińska prowincja podobała się dużo bardziej, niż chińskie miasta. I tyle :)

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.