Litang

Litang to było zdecydowanie najfajniejsze miejsce w czasie naszej podróży po Chinach. Geograficznie Litang leży w prowincji Siczuan, ale kulturowo i etnicznie to w 100% Tybet. No i to położenie. Miasteczko leży na wysokości 4100 m npm i otoczone jest górami.

Dojazd tu to była prawdziwa jazda bez trzymanki. Przez jakieś 80% dystansu droga była kamienista, szerokości może 1.5 pojazdu, do tego koszmarnie kręta. I prawie cały czas na skraju góry. Miejscami drogę od przepaści dzielił niewysoki krawężnik. Oczywiście żadne to zabezpieczenie, jednak jakieś tam minimalne poczucie bezpieczeństwa on dawał. Najwięcej stresu przeżywało się na zakrętach, a tych było bardzo dużo. Zakręty bardzo ostre, więc nie wiadomo czy coś jedzie z naprzeciwka. Metoda tutejszych kierowców na ten problem jest bardzo prosta – po prostu trzeba wcisnąć na kilka sekund klakson. W tym momencie odpowiedzialność przechodzi na pojazd jadący w przeciwnym kierunku. Oczywiście pojazd jadący w przeciwnym kierunku stosuje tą samą metodę na klakson. W większości przypadków za zakrętem nie ma innego pojazdu, ale jak się jednak jakiś trafi, to zazwyczaj kończy się to bardzo gwałtownym hamowaniem lub mijanką na skraju przepaści. W obu przypadkach serce podchodzi do gardła. Stres rekompensują absolutnie przepiękne widoki.

On the way to Litang
On the way to Litang
Around Litang
Around Litang

Główna atrakcja Litang to absolutnie fantastyczni ludzie. Nigdzie w Chinach takich nie spotkaliśmy. Zresztą co ja będę pisać. Zobaczcie jacy oni wszyscy fajni :)

In Litang
In Litang
In Litang
In Litang
In Litang
In Litang
In Litang
In Litang

Chinczyk potrafi
Zhongdian aka Shangri-la

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.