Auckland

Dzień zaczął się od niespodzianki na lotnisku w Sydney, gdzie okazało się, że do NZ można wwieźć po 3 litry mocnego alkoholu i 7 win na osobę. Nie muszę mówić jaką reakcję ta informacja w nas wywołała. Z Australii wyjechaliśmy lżejsi o trochę pieniędzy, ale za to z kilkoma reklamówkami ze sklepu wolnocłowego…

Do Auckland dotarliśmy koło 17 lokalnego czasu i dobrze, że nie wcześniej bo nie mielibyśmy co z sobą  tu zrobić. Miasto nas nie zachwyciło, a wręcz przeciwnie – jednogłośnie stwierdziliśmy, że Auckland jest całkowicie bezpłciowe i nie ma praktycznie nic do zaoferowania. To samo myśleli chyba tubylcy, bo żeby było o czym pisać w przewodnikach zbudowali sobie wieżę widokową, jedyną atrakcję turystyczną jaką udało nam się  znaleźć.

W poszukiwaniu widoków z pocztówek z Auckland udaliśmy się do Devenport, dzielnicy po drugiej strony zatoki. Było warto. Dowód poniżej. Zachód słońca był rewelacyjny, i przysięgam, że nie ma w zdjęciu żadnego photoshopa.

Auckland,  New Zealand
Auckland,  New Zealand

W drodze na północ
Pierwsze dni wolnosci

6 komentarzy

  1. Trzymam kciuki i życzę powodzenia oraz samych serdecznych duszyczek na Waszej drodze w dalszej podróży:)

    Post a Reply
  2. No to sie zaczelo! :) Wrrrrreszcie, bo czekalam z Wami na te chwile :). Powodzenia w trasie!

    Post a Reply
  3. Swietne zdjecia. Jakim aparatem i szklem byly robione??

    Post a Reply
  4. dziekuje :)
    canon 40d, obiektyw „kitowy” czyli 17-85mm, statyw

    Post a Reply
  5. Zgadzam się, że z Auckland chce się uciekać. Dziki tłum i smród z fast foodów na głównej ulicy są okropne. Za dużo samochodów, za trudno się poruszać po drogach.
    Ale nie zgodzę się, że wieża jest jedyną atrakcją. National Maritime Museum jest bardzo fajne no i kilka wulkanicznych wzgórz robi klimat.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.