Tanie latanie

Okazuje się, że da się latać tanio, i to na trasach międzykontynentalnych. Jak?

  • Po pierwsze, trzeba kupić bilet z jak największym wyprzedzeniem;
  • Po drugie, trzeba być elastycznym, czyli nie trzymać się kurczowo jednej daty wylotu;
  • Po trzecie, trzeba być cierpliwym, czyli nie ograniczać się do jednego źródła informacji i poszukiwania kontynuowoać przez pewnien czas;

Stosowanie się do powyższych punktów pomogło nam w znalezieniu biletu na trasie Sydney-Manila za $450 za osobę (bilet w jedną stronę), kiedy normalnie płaci się conajmniej 3 razy tyle. Jak?
Poszukiwania biletu zaczęły się gdzieś w czerwcu, czyli na ponad pół roku przed wyjazdem. Pierwsze swoje kroki pokierowaliśmy do popularnych wyszukiwarek lotów, typu Mamodo i Kayak. Wyskakiwały ceny na poziomie $1300-1600. To oczywiście było nie do zaakceptowania. Więc poszukiwania przeniosły się do sektora tanich linii lotniczych. Przerobiliśmy kilka opcji – linie Tiger Airlines, które latają do Singapuru z Melbourne oraz Darwin w Australii, JetStar, który lata z Sydney do Bangkoku. Ceny były sporo niższe, na poziomie $800, ale szukaliśmy dalej. I w końcu olśniło nas – przecież Air Asia otwarła niedawno połączenie na trasie KL-Gold Coast w stanie Queensland w Australii. Po zajrzeniu na stronkę Air Asia okazało się, że na tej trasie można polecieć za mniej więcej $350. Po chwili poszukiwań okazało się, że jeśli przesuniemy datę wylotu o zaledwie dwa dni, to cena spada do poniżej $300. Z Sydney na Gold Coast kupiliśmy bilet w tanich liniach Virgin Blue. Na trasie KL – Manila kupiliśmy bilet w Air Asia. W ten sposób koszt całej trasy Sydney – Gold Coast – Kuala Lumpur – Manila = $450 za osobę. Dotarcie na miejsce zajmie nam co prawda ponad 2 doby, a w czasie przerw między lotami na pewno wydamy jakieś pieniądze, ale nadal dolot będzie niezmiernie tani.

Zaczyna się dobrze :)

Cytat dnia
Cytat dnia

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.