
Dziś zupełnie nie na temat, bo ani o podróżach, ani o Australii. Będzie o dumie, która mnie od wczoraj rozpiera, i radości, która każe mi się dzielić dobrą nowiną. Mam też nadzieję, że uda mi się pokazać, że stać nas wszystkich na wiele więcej niż nam się wydaje. Trzeba tylko mieć plan :) __________________________________________________________ Wczoraj [...]
Czytaj dalej →

Gdyby na Sydney spojrzeć z góry to okazuje się, że to wcale nie tak duże miasto jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Owszem – metropolia ciągnie się na długie kilometry do centrum, ale sama centralna część Sydney to niezwykłe maleństwo, szczególnie jeśli porównać je z dużymi europejskimi miastami – przejście centrum z jednego [...]
Czytaj dalej →

Mieliśmy wczoraj wielkie święto, drugie najważniejsze w kraju, zaraz po Dniu Australii. Święto zwie się Aznac Day. Anzac to skrót od Australia and New Zealand Army Corps. Tak w czasie pierwszej wojny światowej zwały się wspólne odziały wojskowe Australii i Nowej Zelandii. Anzac Day świętuje się co roku 25-go kwietnia, w rocznicę lądowania australijskich i nowozelandzkich [...]
Czytaj dalej →

Najbardziej odlotowe kino pod słońcem to kino na świeżym powietrzu, które każdego lata funcjonuje na skraju sydnejskiego ogrodu botanicznego. Już ze cztery sezony próbowałam dostać bilety do tego kina, ale za każdym razem rozchodziły się one szybciej niż świeże bułeczki, więc jakoś mi się nie udawało. Aż do ostatniego lata. Kiedy w końcu jakimś cudem [...]
Czytaj dalej →

Święta Wielkanocne spędziliśmy w Melbourne, ale tylko na kilka godzin wyskoczyliśmy na miasto. Przede wszystkim dlatego, że wyjazd miał charakter głównie „spotkaniowy” (odwiedzaliśmy w Melbourne znajomych), ale także dlatego, że to już kolejna nasza wizyta w tym mieście i kilka razy wcześniej obeszliśmy je. Miasto jest ładne i przyjemne, ale jakoś nie powala nas jeśli chodzi [...]
Czytaj dalej →

Być może trudno w to uwierzyć, ale prawie wcale nie czytam książek podróżniczych. Jakoś tak już mam, że wolę gdzieś jechać i samodzielnie odkrywać nowe miejsce niż o nim czytać. Jednak ponieważ póki co tkwię we w miarę stacjonarnej egzystencji, to w ostatnich tygodniach sięgnęłam po kilka książek podróżniczych. Jedną z nich było „Tysiąc Szklanek [...]
Czytaj dalej →

W Australii właśnie skoczyło się lato. W Sydney było to najmniej upalne lato od wielu lat. Z premedytacją piszę „najmniej upalne”, a nie chłodne, bo przecież temperatury w okolicach 23-26 stopni trudno nazwać chłodem. Ale lokalsi narzekają. Że lato było zimne, że za dużo padało, że nawet jak nie padało to niebo było zazwyczaj zasłonięte [...]
Czytaj dalej →

Przywiozłam z Malezji tofi o smaku duriana i pomyślałam, że się nim podzielę :) Ale na początek wyjaśnienie. Bo pewnie każdy wie co to tofi, ale nie każdy wie co to durian. Otóż durian to owoc, który w Malezji, Singapurze i Indonezji ma status owocowego króla. Nie wiem z czego wynika jego królewski status, ale [...]
Czytaj dalej →

Każdy kto był w Azji wie, że angielski występuje tam w dosyć specyficznej formie. Lokalsi upraszczają go, często mieszają z lokalnym językiem, w rezultacie czego powstają bardzo ciekawe odmiany języka Szekspira. Odmiana malezyjska znana jest jako manglish. Specyfika manglish polega na tym, że nie zwraca się tu uwagi na poprawność gramatyczną. Tzn. używa się angielskich [...]
Czytaj dalej →

Przez środek starej części Georgetown na wyspie Penang biegnie ulica, która nazywa się Jalan Masjid Kapitan Keling. Znana jest ona także jako Street of Harmony, czyli Ulica Harmonii. To dlatego, że w odległości kilkuset metrów stoją przy niej meczet, świątynia buddyjska, świątynia hinduska i kościół katolicki. Ta ulica na to na pewno dobry przykład na [...]
Czytaj dalej →

Obserwowanie człowieka, któremu właśnie przebija się policzki i język, albo wbija w skórę pleców grube haki, nie jest dla każdego. Taki obraz w naturalny sposób wzbudza obrzydzenie, strach, niechęć. Człowiek zastanawia się kim są wariaci, którzy z kamiennymi twarzami pozwalają, aby z ich ciałami robiono coś takiego… Ci „wariaci” to pobożni Hindusi, którzy w czasie [...]
Czytaj dalej →

Thaipusam był jednym z głównych powodów, dla jakich na swoje krótkie wakacje wybrałam Penang. 9 lat temu widziałam przelotnie ten niezwykły hinduski festiwal i od dawna myślałam o tym, żeby kiedyś jeszcze raz go zobaczyć. Udało się w tym roku. Zaczęło się wcześnie, bo przed 6 rano. Noc była jeszcze ciemna, ulice puste – pomijając [...]
Czytaj dalej →